Archive for the ‘Warszawa’ Category

Do Warszawy!

21 lutego 2012

Szykują się poważne zmiany w moim życiu.
W najbliższy weekend będę miął pierwszy zjazd na studiach zaocznych z transportu, które rozpocząłem w Warszawie. Tam też szukam teraz pracy – w tej chwili staram się o posadę w wydawnictwie, które publikuje anglojęzyczny periodyk o rynku nieruchomości w Europie Środkowo-Wschodniej. Nie zaniedbuję jednak planu awaryjnego i regularnie przeglądam ogłoszenia, wysyłając CV pod każdą ofertę, jaka mi choć trochę pasuje.
Jedno i drugie oznacza, że za jakiś czas przeniosę się do Warszawy, gdzie mam babcię i ciotkę. Czy nastąpi to prędko? Nie wiem – nastąpi to wtedy, kiedy znajdę pracę. Tymczasem będę zaś kursował między Wrocławiem i Warszawą. Zarówno jedna perspektywa, jak i druga bardzo mi się podoba.
Do zobaczenia po ustabilizowaniu sytuacji.

Reklamy

W moich snach wciąż Warszawa…

28 marca 2008

Choć mieszkam na stałe we Wrocławiu, bardzo lubię Warszawę. I to nie tylko, że mieszkają tam moja babka i ciotka. Nie tylko dlatego, bo się tam urodziłem (zresztą wyprowadziłem się mając 2 lata). Nie tylko dlatego, bo jako jedyne w Polsce na często kursującą kolej miejską (metro), najważniejszy w Polsce przystanek osobowy (Warszawa Śródmieście) oraz nowoczesny podziemny dworzec (już słyszę te głosy protestu: „Centralny nowoczesny? Byś się nie wygłupiał!” A tymczasem gdyby go zwyczajnie wyszorować i pogonić stamtąd meneli, mielibyśmy dumę Warszawy). Nie tylko dlatego, bo jest tam największa w Polsce sieć tramwajowa, po której kursują niespotykane nigdzie indziej wagony 13N. Także dlatego, bo miasto mi się zwyczajnie PODOBA.
Jeśli ktoś tam był i miasto mu się nie spodobało… de gustibus est non disputantum.

Okazją do odwiedzin w moim ukochanym mieście były imieniny ciotki Beaty (8 marca). Jak zwykle rodzinka wcisnęła się w pięć osób w naszą skodę fabię, ja zaś dzień wcześniej o 5 rano pojechałem sobie wygodnie pociągiem IC Fredro do Warszawy.


Dworzec w Lesznie. Zdjęcie zrobione po drodze, dla wprawy.

W Warszawie wysiadłem (gdzieżby indziej?) na Dworcu Centralnym. Wyposażony on jest w przejścia podziemne rozgałęziające się na wszystkie strony: do p. o. Śródmieście, do dworca WKD, do ul. Emilii Plater, do hotelu „Mariott”…
„[Gość hotelowy] w razie zaśpi i nie będzie miał czasu, w gaciech bez przejście będzie na dworzec szorował. Nie zaziębi się, wszystko centralnie ogrzewane”
(Wiech, Śmiech śmiechem).
Tym, którzy tam są pierwszy raz, dworzec wydaje się jakąś niesamowitą plątaniną przejść podziemnych rodem z „Powrotu na Planetę Małp”. W rzeczywistości jednak ich układ jest niezwykle prosty i przejrzysty, tak że największa ciapa połapałaby się w nim bez trudu po krótkim treningu.
Z dworca poszedłem przejściem podziemnym na pobliskie Aleje Jerozolimskie. Postanowiłem nazdejmować jak najwięcej tramwajów, których nie ma we Wrocławiu.


FPS 123N „cegłobulwa”. Pyra po poznańsku. Kolejny wysokopodłogowiec na podstawie 105Na.


Wysunięty do przodu zderzak sprawia wrażenie, jakby tramwaj robił pogardliwą minę.


105N2K, czyli stopiątka po tuningu. Produkowana w czasach, kiedy Protramowi kartofle co najwyżej śniły się po nocach. „U nos no wsi tygo ni mo” 🙂


W Warszawie tramwaje jeżdżą przeważnie w dwuskładach z podniesionymi obydwoma pantografami.


Ikarus pod Mariottem.


Nowoczesna tablica świetlna w ciągu Alei Jerozolimskich. Pokazuje czas do odjazdu najbliższych tramwajów. U nas we Wrocławiu podobne tablice nie działają na rondzie Reagana. Można się jednak pocieszać, że warszawskie też miały kilka falstartów 🙂


Tramwaj 120N produkcji bydgoskich zakładów Pesa. Ponoć w początkowym okresie eksploatacji więcej stał niż jeździł 🙂 Ale i tak „u nos no wsi tygo ni mo”.


Osiemnastometrowa „solniczka”. „U nos no wsi tygo ni mo”. Są volva 🙂


Wagon 116Na/1 i interaktywana tablica. „U nos no wsi…” 🙂

Ostatecznie wsiadłem w tramwaj linii 25 i przyjechałem do babci i cioci, która mieszkają na Bródnie (Praga Północ). Po obedzie wyruszyłem na miasto po raz kolejny 🙂


Tak mniej więcej wygląda Bródno. Mnie się podoba 🙂


Ulica Wybrańska. Tak, to jest ulica, a nie alejka w parku 🙂

Dokąd jechać? Co za pytanie. Do metra, do metra!


Słupki oznaczające wejście do metra mają różną stylistykę na różnych stacjach. Z tym konkretnym mamy do czynienia na stacji Plac Wilsona.


Typowy warszawski słupek przystankowy. Ciężko już dziś trafić na oryginalne, oldschoolowe, kwadratowe (tak, kwadratowe, nie prostokątne!) metalowe tabliczki na czerwonych słupkach.


Wejście do metra na stacji Plac Wilsona.


To samo wejście od środka.


Rosyjski wagon serii 81 od środka. Prawda, że nowocześnie wygląda? 🙂


Wejście do stacji Centrum na tle Ściany Wschodniej.


Przystanek „Metro Centrum”. Tramwaj 120N. Tym razem udało mi się do niego wsiąść 🙂


Tramwaj 120N rusza z przystanku. Sfilmowałem m. in. tarczę hamulcową, kręcącą się szybciej niż koło.


Dwuskład tyrystorowych tramwajów 123N. Nim też się przejadę, a co! 😛


Budynek o dość skomplikowanej historii. Najpierw mieścił się tu Dom Partii (PZPR), później zgniła, kapitalistyczna Giełda Papierów Wartościowych (Lenin się w grobie przewraca), a obecnie Centrum Finansowo-Bankowe.


Najbardziej betonowy budynek w Warszawie, pomimo, że zbudowany z cegły, czyli siedziba Grupy PKP 🙂


” – I takie korki, że Paryż wysiada.
– Korki faktycznie są (…). Ale od tego jest wielkomiejska arteria, ciemna maso z głębokiego terenu. W Rypinie korków nie ma, u nasz być muszą. Wiadomo, stolica!”
(Wiech, Śmiech śmiechem)
Widoczny korek ciągnął się od ul. Banacha do Janek. Miejsce rozpoczęcia korku było tu.


Pętla Okęcie. Ciekawe, czy to ktoś napawał się widokiem szyn, czy też szyny zawieziono w góry, żeby się napawały widokami 🙂


Hotel Novotel, dawny Forum.
„Tem nowem szwedzkiem hotelem Warszawa, jak wiadomo, zachwyca się nieznacznie. Nazywają go rozmaicie: młyn, piernik, piec, aż do kryminału włącznie.
Faktycznie, z okienek na bywszy Areszt Centralny na Danilewiczewskiej podobny. Ale to pamiętają tylko starsze warszawiacy, którzy tam troszkie siadywali. Ulica dzisiaj tamtędy leci, skwerek egzystuje i krzaczki na niem rosną.”
(Wiech,
Śmiech śmiechem)

Dzień drugi:


Węzły komunikacyjne Warszawy: skrzyżowanie ul. Piotra Wysockiego z Trasą Toruńską. To w tym miejscu zaskoczył mnie telefonem Uosiu, tylko że zrobił to dzień wcześniej.


Węzły komunikacyjne Warszawy: Żerań FSO.


Węzły komunikacyjne Warszawy: przejazd z Trasy Toruńskiej na Wisłostradę. Drżenie obiektywu determinowane przez jakość nawierzchni 🙂


Powiśle. Solniczka na Tamce. Tak, Warszawa ma też takie ulice 🙂


Fontanna Złotej Kaczki.
„Otóż z tej kaczki to był kawał cholery. Siedziała na grubej forsie, ale nie chciała jej dać nikomu na żaden dobry cel, tylko na ochlaj i rozróbkie. Jeden wojskowy, duży kozak (…) zapycha do tej kaczki po forse. A ona na to:
«I owszem, bierz, ile chcesz złota i srebra, ale pod waronkiem, że wszystko wydasz na gaz albo w inny sposób rozbradziażysz.»
No to wziął sto tysięcy złotych samemi «świnkami» [stuzłotówkami, nazywanymi tak od czerwonego koloru – PW] i poszedł, jak to mówią, «w cug». Ale wówczas taniocha była niemożebna, «Kameralnej» tyż po drodze nie było, zaczem więc wydał sto złotych, już trzy razy w mamrze siedział za zabradziażdżanie spokoju w pijanem widzie.
Ale jakoś się uporał z tą forsą i zapycha do kaczki po następną ratę. Jak szedł tak po ulicy z ostatnią «świnką» w ręku, spotkał jednego zdegenerowanego ciapciaka, przyjaciela swego. Tamten mówi, że jest taki mortusowy, że jego dzieci kit z okien z głodu wtrajają. No to żal mu się zrobiło i odpalił mu te świnkie.
«Kaczka nie kazała – myśli sobie – ale pies z nią tańcował, nie będzie drób w złoty kuper kopany wolnem nieprzymuszonem człowiekiem rządził. Zresztą, od kogo się dowie?»
Ale się zgaga dowiedziała, jak przyszedł nad to podziemne jezioro po forsę, kaczki już nie zastał, nawiała bez śladu. Miała to być podobno jakaś zaczarowana królewna, którą tylko w ten sposób można było uratować, jak się cały jej majątek na monopolowy artykuł wydało. Ten wojskowy pozostał jeszcze czas jakiś nad tą wodą. Wołał ją parę razy: «cip-cip», «taś-taś», aż koniec końców scholerował ją od ostatnich i poszedł.
Od tej pory już się więcej nie pokazała. Rzecz jasna, że się nie pokazała, bo jej w ogóle nie było. Z nudów nasze przodkowie takie drętwe gadki układali. bo nie było jeszcze wtedy telewizji ani radia, «Przekrój» tyż nie wychodził.”
(Wiech,
Śmiech śmiechem)


Nowy Świat.


Krakowskie Przedmieście. Obecnie siedziba Galerii Sztuki Muzeum Wojska Polskiego. Przed wojną był tu Fundusz Kwaterunku Wojskowego. Budowla zwana „Domem bez Kantów” zarówno ze względu na architekturę, jak i przekręty, jakie się w środku ponoć odbywały 🙂


Piłsudski pomiędzy Domem bez Kantów a Hotelem Europejskim.


Na przedłużeniu wzroku Marszałka – Grób Nieznanego Żołnierza.


Willa Kaczorówka 🙂


Jeden z najsłynniejszych widoków Warszawy – plac Zamkowy.

Po tym małym spacerku zjechałem ruchomymi schodymi na przystanek tramwajowy Trasy W-Z i tąż trasą udałem się do… a gdzieżby indziej, jeśli nie do metra. Dzień bez metra dniem straconym 🙂


Wejście do metra na stacji Ratusz Arsenał.


Stacja Ratusz Arsenał – peron i tor. To pomarańczowe po lewej to tzw. trzecia szyna, czyli coś, z czego pociągi czerpią prąd.


Tabliczka znamionowa w rosyjskim wagonie. „A O Mietrowagonmasz model 81-7143, 2007r., sdiełano w Rassiji”.


Rusku, mordo ty moja! 😀 (Stacja końcowa – Kabaty.)


Z powrotem jadę wagonem Alstom Metropolis. Oto jego wnętrze. Jeśli Rusek wyglądał nowocześnie, to co powiecie o tym? 🙂


Zegar słoneczny przed Pałacem Kultury. Stań na środku i zobacz, co wskaże 🙂


Pałac Kultury. Stoi tak w centrum Warszawy jak wielka rakieta, która nie chciała wystartować i odlecieć na wschód wraz z wychodzącymi z Polski radzieckimi wojskami. Monumentalny jak w trąbę słonia.


Dworzec Warszawa Centralna. Nie wyburzać! Umyć!


Centrum handlowe Złote Tarasy.


Ruchome schody w Złotych Tarasach. Interesujący (choć nienowy) pomysł eksponowania mechanizmów.


Złote Tarasy, widok z najwyższego poziomu.


Dworzec Warszawa Centralna, hala główna. Umyć sufit, wymienić żarówki, pogonić meneli, a będzie dworzec lepszy niż Berlin Hauptbahnhof.


Pobliski p.o. Warszawa Śródmieście. Najważniejszy przystanek osobowy w Polse (dla niekumatych: aby stacja była stacją, musi mieć przynajmniej dwa tory, połączone ze sobą zwrotnicami – inaczej jest tylko przystankiem osobowym). Niedawno przeszedł kosmetyczny remont, który daje jakieś pojęcie, jak mógłby wyglądać Dworzec Centralny po niewielkim doprawdy remonciku.


Pociąg 14Wę należący do SKM Warszawa wewśrodku.


Tenże zezewnątrz. Dyć to kibel, jeno inaczej wygląda. Stacja Warszawa Wschodnia.


Jeden z pociągów ED74 kursujących do Łodzi.


Główna hala dworca Warszawa Wschodnia.

W tym momencie zostałem odwołany do domu, gdyż rodzinka właśnie dojeżdżała do Warszawy. Wróciłem wręcz niezwłocznie do babci i cioci, której wręczyliśmy w trzech kwiaty ja, ociec i brat. Po zjedzeniu u babci znakomitego obiadu posiedziałem jeszcze trochę, po czym pojechałem na dworzec, aby wrócić pociągiem IC „Górnik” do Wrocławia.


Wagon zmodernizowany w Newagu Nowy Sącz. Jak widać, nie miałem na co narzekać 🙂

Na koniec: Tak, ja NAPRAWDĘ lubię to miasto. Nie zmyślam.

Przemyślonko

4 marca 2007

Blog kolegi Uosia, a szczególnie ostatni wpis, natchnął mnie do przemyśleń na temat własny.

  1. Czy potrafię śpiewać? Mój brat twierdzi, że tak, a jeśli trochę poćwiczę, będzie ze mnie całkiem-całkiem chórzysta. Tyle tylko, że mam wstręt do zajęć dodatkowych i robię tylko tyle, ile potrzebne, tj. chodzę na wykłady i ćwiczenia. Może zresztą niepotrzebnie się boję wysiłku?
  2. Pora zacząć dbać o kondycję. Nigdy nie było u mnie z nią najlepiej, a teraz, gdy zacząłem chodzić na Polibudę, gdzie nie ma wuefu, jest jeszcze gorzej. Trza wykupić karnet na basen.
  3. Studenckie życie – co ciekawe – pochłania masę forsy. W związku z tym postanowiłem ograniczyć wydatki. Noszę przy sobie tylko małą ilość gotówki i kartę płatniczą, a na niej 49 zł (bankomaty, których kilka jest na Polibudzie, wypłacają minimum 50 zł). Żeby coś sobie kupić, muszę lecieć do Geanta (który ostatnio zmienił nazwę na Real), a choć kursują do niego darmobusy i w dodatku zatrzymują się niedaleko Polibudy, nie sposób tam wyskoczyć np. w przerwie między zajęciami.
  4. Wracając niedawno z Warszawy, siedziałem w przedziale z grupą osób, z którą – w przerwach pomiędzy wycieczkami do Warsu i wyglądaniem za okno – dało się prowadzić ciekawą rozmowę. Nie będę tu pisał wszystkiego, co od nich usłyszałem (np. że Kaczyński dzieckiem będąc spadł na główkę z dziesiątego piętra), powiem tylko, że twierdzili oni zgodnie, że Warszawa to Antarktyda w porównaniu z Wrocławiem. Stąd się więc brała owa dziwna i niezrozumiała radość prezenterów pogody, kiedy zapowiadali ocieplenie! A ja myślałem, że to oni na główkę upadli, żeby się cieszyć z zaniku śniegu…

Początek

28 grudnia 2006

Od czegoś trzeba zacząć 🙂 A zatem:

Tyle na razie. Pozdrawiam! 🙂
EDIT: Jeśli chcecie zobaczyć coś więcej o mnie, kliknijcie „Kto ja właściwie jest?” z prawej strony 😀