Travel cz. 9 – The Last Amtraking

Gdy rano się obudziłem, pociąg już minął Buffalo. Oznaczało to, że przespałem praktycznie cały najlepszy pod względem krajobrazowym odcinek, na którym pociąg jedzie brzegiem ogromnego jeziora Erie. Jechałem pociągiem o nazwie Lake Shore Limited, co da się przetłumaczyć na Brzeg Jeziora®, ale właśnie tego brzegu jeziora nie zobaczyłem. No cóż, mówi się trudno. Jak będę tu następnym razem, pojadę w drugą stronę i zobaczę to jezioro, czy mu się będzie podobało, czy nie! 😛
Na razie jednak jechałem sobie przez krajobraz z dużą składową lasów. Znajdowałem się przy samej granicy kanadyjskiej, na najbardziej na północ wysuniętym odcinku mojej podróży. (Najbardziej północny punkt mojej podróży znajduje się koło Rome, stan Nowy Jork).


145 km/h przez las za spalinówką plus odrobinę wnętrza Amfleeta.

Free Image Hosting at www.ImageShack.us
William F. Walsh Regional Transportation Center (autobus, kolej, park&ride) koło dworca w Syracuse.

Po raz pierwszy od początku podróży postanowiłem – z czystej ciekawości – skorzystać z usług wagonu restauracyjnego (w pociągu były wagon restauracyjny i wagon-kawiarnia, w którym sprzedawało się ciepłe napoje i zimne kanapki). Zgodnie ze znanym mi już zwyczajem zarezerwowałem sobie miejsce na lunch (to słowo – często nie tłumaczone na polski – oznacza posiłek zbliżony wielkością i porą występowania do naszego drugiego śniadania), po czym, o wyznaczonej godzinie, udałem się do wagonu restauracyjnego.
Wagon był pełen. Już kiedy pracowałem w naszpikowanym gastronomią parku rozrywki (i nie chodziło tu o jakieś banalne budki z hamburgerami czy hot-dogami, ale porządne, duże restauracje), to stwierdziłem, że Amerykanin umiera z głodu, jeśli jest dalej niż 5 minut od najbliższego jedzenia (oczywiście przesadzam :P). Zaś wagon restauracyjny był dowodem na to, że na czym, jak na czym, ale na jedzeniu to przeciętny USAńczyk nie oszczędza. Na stronie amerykańskiej kolei państwowej można znaleźć (z menu Routes wybrać Northeast, potem kliknąć Lake Shore Limited) m. in. trasę pociągu, mapkę, przewodnik, rozkład jazdy i menu wagonu restauracyjnego (trzy ostatnie w PDF-ach, do ściągnięcia i wydrukowania). Ceny są dość wysokie – 6,75 za sałatkę wegetariańską, 8,5 zielonego za ćwierćfuntowego (113g) hamburgera (chodzi tu o masę kotleta), tyle samo za wersję wegetariańską lub świeżą kanapkę, 9 dolków za sałatkę z małży (z bułką na ciepło i sałatką warzywną), 9,75 za danie szefa kuchni. Wziąłem hamburgera. Obsługa, którą stanowiło dwóch czarnoskórych kelnerów, przyniosła danie szybko i sprawnie, więc mogłem wziąć się do pałaszowania. Był naprawdę niezły – porządny amerykański hamburger to zdecydowanie nie jest pozbawiony smaku placek z McDonalda, tylko kawał apetycznej, pachnącej wołowiny.
Wkrótce po tym, jak najedzony wróciłem do wagonu, pociąg dojechał do stacji Albany-Renssealer, położonej w Albany, stolicy stanu Nowy Jork (tak, to nie NYC jest stolicą!). Tu nasz pociąg miał być rozpięty i podzielony na dwie części – jedna jechała do Bostonu, a druga do Nowego Jorku. Była to więc znakomita okazja, żeby wyjść na zewnątrz i pooglądać sobie manewry z użyciem sprzęgów samoczynnych.

Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Pociąg dłuższy niż peron… ale wysiadać i wsiadać wolno tylko przy peronie, o czym informuje stosowna tablica. W pociągu przed dojazdem do stacji leci z głośników komunikat, aby wszyscy pasażerowie wysiadający na stacji A-R przesiedli się do wagonów, które zatrzymują się przy peronie. Ten pudełkowaty wagon, wyróżniający się spośród rurowatych amfleetów, to wagon-kawiarnia.

Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Lokomotywa części bostońskiej i podróżnik z Polski 😛

Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Amfleet przy wysokim peronie. Dla porównania: Amfleet przy niskim peronie i Żółty StołeczekTM. Amfleety mają rozkładane schodki i potrafią się zatrzymać przy peronach o każdej wysokości występującej w USA – a więc są bardziej uniwersalne niż piętrowe Superlinery. Ale za to są mniej pojemne i nie mają bajeranckiej półki na walizki na parterze 😛

Manewry zostały zakończone. Odtąd ciągnęła nas lokomotywa, która w porównaniu z poprzednią wyglądała tak samo, pyrkała tak samo, smrodziła tak samo i przyspieszała tak samo… ale wiedziałem, że w przeciwieństwie do poprzedniej kryje jeden drobny sekret. A mianowicie wyposażona była w dodatkowy napęd elektryczny (z trzeciej szyny), który przydawał jej się na nowojorskiej stacji Pennsylvania Station, gdzie smrodzenie jest surowo wzbronione.
Od tej pory jechałem doliną rzeki Hudson. Z jednej strony lokomotywy stroma krawędź rzecznej doliny, z drugiej – wody rzeki zaledwie kilka metrów poniżej toru. Ciekawe, czy występują tu powodzie, a jeśli tak, to jak często trzeba z ich powodu wyłączać z użytkowania tory? No, mniejsza z tym. Teraz powodzi nie było, zaś co jakiś czas nad nami widać było niesamowicie wysokie mosty, łączące brzegi rzecznej doliny. To był jeden z najładniejszych odcinków, jakie widziałem podczas całego amtrakowania po USA.

Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Jeden z mostów. 76 metrów wysokości. Łał, to jest konstrukcja…

Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Domek na rzece. Dojazd wyłącznie łódką.

Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Elektrownia atomowa.

Za stacją Croton-Harmon zaczynają się wyraźnie rosnące od tej pory wpływy NYC-u. Nie chodzi tu o rosnącą urbanizację terenu – zresztą ze względu na położenie linii w dolinie rzecznej jest to trudno zauważalne – ale o to, że linia staje się zelektryfikowana trzecią szyną, a nasz pociąg zaczyna się mijać z coraz większą liczbą pociągów kolei Metro-North, które zaczynają bieg na słynnym dworcu New York Central Station, aby potem rozjechać się po licznych liniach na północ od Nowego Jorku. Wprawdzie Croton-Harmon jest w połowie długości tego odgałęzienia Metro-North (tam, gdzie nie ma trzeciej szyny, jeżdżą takie lokomotywy jak ta, która mnie teraz ciągnęła), ale dalej pociągi jeżdżą już dość rzadko. Co ciekawe, pomimo iż przy torach była już trzecia szyna, jechaliśmy cały czas na spaliniaku.

Free Image Hosting at www.ImageShack.us
Stacja w Croton-Hramon, pociąg Metro-North.

Mam znajomego mieszkającego w jednym z miasteczek nad rzeką Hudson (ale na drugim brzegu w stosunku do linii kolejowej), stąd wiem, że na całym tym terenie wpływy Nowego Jorku są silne – w zasadzie jest to już nowojorska aglomeracja. Wioski i miasteczka przetykane są jednak dużą ilością lasów, a z jadącego doliną pociągu widać niewiele zabudowy. Dopiero na Bronksie, gdzie linia Metro-North odgałęzia się w kierunku dworca New York Central (zabierając ze sobą trzecią szynę), można zobaczyć budynki leżące po stronie New Jersey. Zaraz potem pociąg wpada w tunel.
Tunel jest dość długi i nie ma w nim trzeciej szyny, toteż lokomotywa smrodzi. Wietrzenie następuje przez okienka umieszczone pod sufitem tunelu, więc nie jest tak źle… aż do momentu, kiedy wjeżdżamy w znacznie ciaśniejszy tunel, prowadzący już bezpośrednio na Penn Station. Silnik wprawdzie pyrkotał na biegu jałowym, ale i tak w tunelu było siwo od dymu. Wagony na szczęście są wyposażone w klimatyzację z naprawdę dobrymi filtrami. Lokomotywa wyłączyła silnik i przełączyła się na zasilanie elektryczne (co dało się zauważyć po chwilowym wyłączeniu klimatyzacji) dopiero w komorze rozjazdowej dworca Penn Station, w której, nawiasem mówiąc, od strony Albany głównym akcentem są potężne, granitowe skały. Najwyraźniej granitowa wyspa Manhattan sprawiała tu spore trudności budowniczym stacji.
Po wyjściu z pociągu natychmiast znalazłem się na znanej i lubianej stacji Penn Station. Ponoć nowicjuszom odnalezienie się na niej sprawia niesamowite trudności – są trzy hale odjazdów: Amtraka, Long Island Railroad i New Jersey Transit, a do tego kilka wspólnych korytarzy z wejściami na perony i trzy linie metra. Ja jednak takich problemów nie miałem – od razu zidentyfikowałem potrzebną mi linię metra i ruszyłem w jej kierunku. Za pomocą Metrokarty wszedłem do wewnątrz Twilight Zone (o tym, że dzięki systemowi podziemnych korytarzy w nowojorskim metrze można jeździć zewsząd dowsząd, kasując Metrokartę tylko raz, już pisałem) i ruszyłem linią 1 przez ciemne tunele w kierunku hostelu HI przy 891 Amsterdam Avenue.
Hostel okazał się mieścić w sympatycznym, ceglanym budynku przy nowojorskim blokowisku (no wypisz-wymaluj blokowisko: luźno stojące, prostokątne budynki pośród alejek i zieleni – tylko obłożone cegłą zamiast otynkowane). Zameldowałem się, zaniosłem walizę do pokoju, po czym wróciłem na dół, gdzie mieściła się kawiarenka internetowa i przez czas jakiś pisałem coś na mordoksiążce i naszej-klasie. No i wykorzystywałem internet na mnóstwo innych sposobów, np. przeglądając ostatnie demoty 😉
A propos demotywatorów – były one dla mnie ciekawym źródłem wiadomości o tym, czym emocjonują się rodacy. Tak się złożyło, że przesiedziałem za oceanem cały spór o krzyż, który z odległości kilku tysięcy kilometrów wydawał się totalnie nieważny. I nie chodziło tu o porównanie polskiego grajdołka do wielkiej polityki światowej, jakiej pełne miałyby być media amerykańskie (Amerykanie też uwielbiają babrać się we własnym sosie – jak skończył się wielki nius, tj, zatkali rurę w Zatoce Meksykańskiej, przerzucili się na krajową ligę bejsbola i uczelnianą ligę futbolu amerykańskiego, którą tutaj transmitują w telewizji – o krzyżu w jakimś małym, odległym kraju, jeśli w ogóle ktoś wspomniał, to w jakiejś gazecie dwumodułową notką na 25 stronie, w telewizji nie było totalnie nic), ale o to, że docierał do mnie kompletnie wyprany z emocji – czyste fakty, nie ubrane w płomienne słowa redaktorów czy liderów politycznych. W rezultacie widziałem to jako problem czysto geograficzny – czy ten krzyż będzie stał tu, czy tam. I w rezultacie mi to totalnie wisiało. A że mi to wisiało, zastanawiało mnie, czemu tyle osób angażowało się z takim zapałem w to, żeby ten krzyż koniecznie był przed Pałacem, albo żeby go tam koniecznie nie było…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: