Final Destination

Pociag do Newport News skladal sie z takich samych wagonow Amfleet, jakie byly uzywane w pociagu do Waszyngtonu, ktorym jechalem wczesniej. Po raz kolejny pociag rozpedzil sie do 200 km/h, korzystajac z mozliwosci dawanych mu przez Northeast Corridor.


Wyprzedzanie pociagiem samochodow na rownoleglej autostradzie to zawsze rzecz mila dla milosnika kolei. A tu jeszcze napatoczyla sie potezna amerykanska ciezarowa, wiec wyjalem aparat… a slup trakcyjny tylko na to czekal 😛


Okazaly most na rownoleglej autostradzie.


Washington Union Station (Waszyngton, Stacja Zjednoczeniowa, jakkolwiek glupio by to nie brzmialo). Tu postalismy sobie nieco dluzej, a w pociagu wylaczono klime – zmieniano nam lokomotywe na spalinowa.


Amfleetowy wozek. W Europie wagony hamowane sa albo tradycyjnymi, zeliwnymi klockami dociskanymi do obreczy kola, albo hamulcami tarczowymi na tarczach polozonych miedzy osiami. Amfleety maja oba rodzaje hamulcow.


Zdjecie zrobione juz po zatrzymaniu pociagu w miasteczku, gdzie pociag jechal – doslownie – srodkiem ulicy, jak tramwaj. Z ciekawych i bardzo amerykanskich rozwiazan transportowych widzialem jeszcze po drodze jednopoziomowe skrzyzowanie glownych linii kolejowych.

W koncu sie sciemnilo, a poniewaz w Polsce byla juz jakas nieprzyzwoita pora, musialem caly czas walczyc z sennoscia. Na szczescie wkrotce przez glosniki zapowiedziano Williamsburg (w bardzo amerykanski sposob, pozwalajacy przypuszczac, ze pracownicy Amtraku o niczym innym nie marza, niz zeby pomoc ci dostac sie na miejsce szybko i bezpiecznie). Konduktor, zanim jeszcze pociag sie zatrzymal, otworzyl drzwi, otworzyl schodki (tak – schodki Amfleetow otwiera sie osobno, tak jak w rosyjskich wagonach) i wyciagnal charakterystyczny zolty stoleczek, ktory po zatrzymaniu pociagu postawil pod schodkami, uzyskujac w ten sposob dodatkowy stopien. Wysiadlem z pociagu prosto w parna wirginijska noc (powietrze niesamowicie wilgotne i jakies 30 stopni powyzej zera, mimo iz bylo juz po dziesiatej czasu miejscowego), a poniewaz autobusy juz nie jezdzily, a do wioski mieszkalnej bylo pare ladnych kilometrow, wzialem taksowke. Kosztowala niewiele – tylko piec dolarow, czym bylem bardzo pozytywnie zaskoczony.
Sama podroz taksowka byla przezyciem. Wszystkie okna byly pootwierane (pewnie kierowca oszczedzal paliwo i nie chcial wlaczac klimy), a do srodka wpadalo parne, pachnace sosnami powietrze. Po obu stronach mijalem schludne, drewniane amerykanskie domki, a przede mna byla rowna, amerykanska szosa. W polaczeniu z niewyspaniem tworzylo to atmosfere stuprocentowo nierealna.
W wiosce bardzo uprzejmy ochroniarz zakwaterowal mnie w pokoiku – czteroosobowym, o rozmiarze mniej wiecej 25 metrow kwadratowych, z wlasna lazienka i z klima. Nie musze chyba mowic, ze padlem zaraz po tym, jak wzialem prysznic…
I tak oto znalazlem sie w Williamsburgu, Wirginia, Stany Zjednoczone, 7122 km, 4425 mil od domu.

Reklamy

Jedna odpowiedź to “Final Destination”

  1. Podsumowanie wakacji « W trąbę słonia! Says:

    […] – wstęp Über den Wolken It’s a subway. Subway! Let’s Amtrak! Streets of Philadelphia Final Destination Życie w wiosce – jak mieszkałem przez 2 miesiące pracy w USA Wesołe miasteczko – […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: