Streets of Philadelphia

Filadelfia to jedno z nielicznych miast Ameryki, gdzie jezdza tramwaje. I to nie byle jakie, nowoczesne, niskopodlogowe tramwaje, tylko prawdziwe PCC.
Tramwaje PCC zostaly opracowane w 1929 roku jako ustandaryzowany typ tramwaju dla Ameryki i odpowiedz przedsiebiorstw tramwajowych na konkurencje ze strony samochodow. Byl jak na te czasy bardzo nowoczesna konstrukcja – posrod dwuosiowych, zgrzytajacych na zakretach i buczacych przekladnia przy przyspieszaniu typowych dla tego czasu wagonow szybkobiezny pojazd na dwoch wozkach musial robic podobne wrazenie, jak obecnie nowoczesne pociagi podmiejskie Flirt, ED74 i 19WE (wszystkie do spotkania w Warszawie) posrod standardowego taboru PKP i odziedziczonych po PKP pociagow Kolei Mazowieckich. Amerykanska konstrukcja byla na tyle ponadczasowa, ze na kilkadziesiat lat wyznaczyla trendy w budowie tramwajow. Opieraly sie na niej m. in. polskie tramwaje Konstal 13N i 105Na – te ostatnie produkowano do 1992 roku z prawie niezmieniona elektryka zaprojektowana w 1929 roku.
Niestety, wskutek Wielkiej Amerykanskiej Afery Tramwajowej (komu nie chce sie czytac i tlumaczyc: General Motors, uzywajac rozmaitych, niezbyt uczciwych metod, doprowadzilo do zniszczenia znacznej czesci amerykanskiej komunikacji miejskiej, zeby ludzi uzaleznic od samochodow – oczywiscie wowczas jeszcze nie wiedzac, ze niebawem skorzysta na tym japonska konkurencja), tramwaje zniknely z ulic wiekszosci miast Stanow Zjednoczonych. Jednak w kilku miastach – m. in. w Filadelfii – sie zachowaly, wobec czego postanowilem skorzystac, ze akurat mi po drodze i zrobic im pare zdjec.
Troche sie ociagajac, opuscilem przepiekna klimatyzowana hale dworcowa i wyszedlem na ulice pograzone w upale i zaduchu. Zawiesista wilgoc w powietrzu zwiekszala temperature odczuwalna o jakies 5 stopni. No ale mowi sie trudno, trzeba wytrzymac…


Amerykanski autokar (myslalem, ze standardowy autokar na calym swiecie wyglada podobnie, ale Amerykanie nawet autokary maja inne) podczas zaladunku na jakas wycieczke.


Tunel tramwajowo-metrowy. Za slupami widocznymi z prawej strony widoczny peron metra z torami metra z obu stron, a dalej za nim polozony byl peron dla tramwajow jadacych w druga strone. Tramwaje kursujace w tunelu to nie oryginalne PCC – bardziej przypominaja nasze stopiatki.


Wyjscie z tunelu tramwajowego. Filadelfia to miasto w znacznym stopniu uniwersyteckie, a to wyjscie polozone bylo blisko jednego z uniwersytetow. Musialem sie przesiasc na autobus, poniewaz z powodu robot torowych linia 10 tymczasowo nie jezdzila. Kiedy zauwazylem, ze jestem jedynym jasnoskorym pasazerem oczekujacym na przesiadke, pomyslalem sobie, ze ciekawa musi byc ta dzielnica, do ktorej jade ^^


Zatramwaj. Juhuu, ma klime! 🙂


Zatramwaj wewsrodku. Sznurki wiszace na oknach pociaga sie, kiedy chce sie wysiasc – wszystkie przystanki sa na zadanie. Aby sie dowiedziec, gdzie sie przesiasc na linie 15, na ktorej jezdza tramwaje PCC, spytalem kierowce (generalnie nie lubie ludziom zawracac tylkow, ale tym razem nie bardzo mialem wyjscie – mialem malo czasu i nie moglem sobie pozwolic na przegapienie przesiadki). Kierowca przejal sie moim przypadkiem, spytal, dokad dokladnie jade (yyy… na przejazdzke?), a na przystanku przesiadkowym pokazal mi, skad odjezdza tramwaj. Bylem autentycznie pod wrazeniem. Potem dopiero zrozumialem, ze jest to czesc wiekszej calosci. Amerykanin, kiedy wlasnie wykonuje swoja prace, daje z siebie wszystko.


Tyl zatramwaju. Taka sama kanapa byla z drugiej strony i oczywiscie z tylu.


Zdjecie zrobione w oczekiwaniu na przesiadke, ktora okazala sie miec miejsce w murzynskiej dzielnicy Filadelfii – filadelfijskim odpowiedniku Olbina, wzglednie Nadodrza (ewentualnie warszawskiej starej Pragi). Stalowe slupy podtrzymuja siec trakcyjna, drewniane zas cala mase drutow i jeszcze latarnie (a siec trakcyjna pewnie dlatego nie, boby sie zawalily przytloczone nadmiernym ciezarem). Te drewniane slupy, spotykane nie tylko tutaj, ale i w dostatnim Williamsburgu, sa dla mnie symbolem amerykanskiej filozofii wydatkow publicznych. Amerykanin wchodzac do sklepu kompletnie traci kontrole nad swoim portfelem, ale kiedy ma zarzadzac powierzonymi mu pieniedzmi, wydaje je tylko jesli jest to absolutnie niezbedne. Chyba kazdy sie zgodzi, ze te slupy wygladaja jak idz stad. Ale poniewaz nie groza zawaleniem i spelniaja powierzone im zadanie, nikomu nawet przez mysl nie przejdzie, zeby je wymienic.


Spotkanie z legenda. Tramwaj okazal sie byc mocno zmodernizowany – ma wymieniony naped i zamontowana klimatyzacje. W zakrety wchodzi dziwnie lekko w porownaniu z polskimi, opierajacymi sie na nim konstrukcjami. Drzwi ma skladane, pierwsze otwieraja sie do srodka, drugie – przeznaczone tylko dla wysiadajacych – na zewnatrz (na jednym przystanku jakis mlodzieniec – Murzyn – probowal wejsc przez nie na gape, ale motornicza – tez Murzynka – to zauwazyla i powiedziala, ze nie ruszy, dopoki tamten nie wyjdzie, a inni pasazerowie – oczywiscie tez Murzyni – ochrzanili gapowicza, ktory zmyl sie jak niepyszny). Placi sie przy wejsciu, karmiac wciagarke do banknotow dwiema jednodolarowkami. Co ciekawe, zeton na wejscie do tunelu metra albo tramwajowego kosztuje dolara piecdziesiat 😉


Wnetrze PCC. Ten staruszek to jedyny poza mna bialy pasazer, jakiego spotkalem na calej trasie tramwaju.

Poniewaz powoli zblizal sie czas odjazdu mojego pociagu, wrocilem metrem do centrum i przeszedlem sie od ratusza do stacji kolejowej. W amerykanskich miastach przewaznie nieszczegolnie sie szanuje zabytki, ale filadelfijski ratusz stoi sobie nietkniety w otoczeniu obowiazkowych w Ameryce wiezowcow.


Filadelfia, dworzec podmiejski. Duzy.


Filadelfijski trambus, wozacy ludzi po najciekawszych punktach miasta, a za nim centrum informacji turystycznej.


Swiatynia masonska. Przejezdzal kolo niej Zyd na rowerze. TO NIE MOZE BYC PRZYPADEK!!! 😉


Beniamin Franklin jako pracownik warsztatu, prezent dla miasta od masonow.


Ratusz. Zdjety na raty, bo sie nie zmiescil.


Swiatla, ktore za jednym zamachem reguluja ruch pieszych i samochodow.


Czasem mozna jeszcze na amerykanskich ulicach spotkac takiego oto gruchota…


Fontanna. Mimo iz slonce zaszlo za chmury, temperatura wynoszaca 35 stopni dawala znac o sobie, wiec wiele osob chlodzilo sie w fontannie albo obok niej.


Typowy amerykanski autobus.


Typowy amerykanski autobus szkolny.


Program zazieleniania miasta i jego rezultat – drzewka na skarpie wykopu kolejowego.


Ostrzezenie przed wysokim napieciem. Doslownie: „Niebezpieczenstwo, zywy kabel, idz sobie” 😉


Rozjazdy kolejowe przed stacja.


Filadelfijski dworzec.


Most kolejowy przed dworcem.


Hybrydowy niskopodlogowy autobus jadacy w kierunku ratusza na tle stacji kolejowej.


Sedesy na stacji. Mój pierwszy kontakt z typową amerykańską toaletą.

Z ulga wkroczylem w objecia klimy, zeby wkrotce zejsc na perony i wsiasc w pociag jadacy do Newport News w Wirginii. Przedostatnia stacja – Williamsburg!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: