Über den Wolken

Przepraszam za brak polskich znakow spowodowany amerykanskim ustawieniem klawiatury na ogolnodostepnym komputerze w Williamsburgu. Niektore zdjecia moga byc przekrecone, bo nie mam tu Photoshopa.

O 11.50, zgodnie z zaleceniami Lufthansy, znalazlem sie pod budynkiem lotniska Wroclaw-Strachowice. Tam pozegnalem sie z bratem i siostrami i poszedlem do stanowiska odpraw Lufthansy. Dzieki temu, ze karte pokladowa wydrukowalem sobie wczesniej z komputera, moglem uniknac kolejek i oddac bagaz do odprawy (zostal nadany od razu do Nowego Jorku) oraz poddac sie kontroli paszportowo-wizowej na stanowisku dla pasazerow klasy biznes. Facet na stanowisku chcial moj adres w Stanach (komputer go zadal), ale kiedy mu go dalem, to powiedzial, ze komputer juz go ma (wczesniej wprowadzilem go przez Internet z domu). Dziwne 🙂 W kazdym razie z karta pokladowa w rece moglem wejsc do tej czesci wroclawskiego lotniska, ktora do tej pory pozostawala dla mnie strefa zakazana. Zostalem przeskanowany i uznany za nieterroryste po przepuszczeniu bagazu podrecznego przez rentgen, dzieki czmu moglem usiasc spokojnie w poczekalni odlotow.


Mikrostrefa wolnoclowa na wroclawskim lotnisku.


Widok na bramki w oszalamiajacej liczbie trzech.


Wyglada na to, ze ponudze sie troche dluzej. Na szczescie wzialem duzo ksiazek 🙂


Jakis Wizz stoi sobie na plycie.


Kolejka do samolotu do Monachium. W czasie dwoch godzin, ktore spedzilem na lotnisku, odlecielo i przylecialo w sumie okolo dziesieciu samolotow, a w poczekalni szybko zapelnily sie wszystkie lawki. Lotnisko jest wyraznie przeciazone. Na szczescie buduje sie nowy terminal 🙂


Moj Embraer 190 wlasnie przylecial z Frankfurtu z 45-minutowym opoznieniem. Odleciec ma z 35-minutowym. Na przesiadke mam planowo godzine i 45 minut – czy to dosc? Nigdy jeszcze nie bylem we Frankfurcie ani na zadnym lotnisku wiekszym od Okecia.


Ryanair na plycie lotniska tuz przed terminalem. Zdjecie zrobione z płasCobusa bez klimy z pouchylanymi wszystkimi lufcikami i pootwieranymi klapami w suficie, do ktorego nas wpuscili pol godziny przed odlotem. Chwile pozniej Boeing 737 odwrocil sie do nas tylem i dmuchnal smierdzacymi nafta spalinami prosto w nasz autobus 😉


PlasCobus wewsrodku. Niestety Polska pozegnala mnie awantura. Kierowca zamknal drzwi, zeby nikt nie mogl wyjsc, zo zreszta nakazywaly mu przepisy, ale nie ruszyl, bo trzeba bylo posprzatac zamolot. Po kilku minutach ludzie zaczeli sie awanturowac, ze „udusic sie mozna”, az wreszcie wybuchla awantura i kierowca skapitulowal, otwierajac drzwi. Pani stojaca kolo mnie powiedziala, ze „takie rzeczy to tylko w Polsce”, majac na mysli trzymanie ludzi w nieklimatyzowanym autobusie z zamknietymi drzwiami. Za malo pani widziala zagranicy, prosze pani 😉


Nasz embraer przygotowany do przyjecia pasazerow.

Ulokowalismy sie w srodku zgodnie z miejscami na naszych kartach pokladowych. Mnie sie trafilo miejsce kolo Polaka mieszkajacego w Kanadzie, ktory wracal do domu. Fajne towarzystwo – caly czas porownywal Polske i Kanade, a ja zyskalem niepowtarzalna mozliwosc wytlumaczenia komus bajzlu na polskich kolejach 😉
Niemiecki kapitan sie przedstwil, niemieckie stewardessy opowiedzialy po niemiecku i angielsku, co robic w razie katastrofy, po czym samolot poturlal sie po nierownej drodze kolowania na pas startowy wroclawskiego lotniska, rozkrecil silniki na pelna moc i ruszyl przed siebie, rozpedzajac sie, az w koncu oderwal sie od ziemi. Podczas przelatywania przez chmury troche trzeslo, ale i tak mniej niz podczas kolowania 😉


Kolderka z chmur nad poludniowymi Niemcami. A jak sie pozniej okazalo, rowniez nad cala Europa 😉


Nasz embraer. Miejsca byly oddalone od siebie na odleglosc zapewniajaca mi miejsce na nogi na styk 😉

Krotki lot do Frankfurtu skladal sie w jednej trzeciej z wznoszenia, w jednej trzeciej z lotu na dziesieciu tysiacach metrow, a w jednej trzeciej z opadania.
Lotnisko we Frankfurcie nawet z ladujacego samolotu robi wrazenie. Wszedzie mnostwo samolotow roznego ksztaltu i rozmiaru. Boeingi, Airbusy, duze, male, kilka jumbo-jetow w oddali i jesli mnie wzrok nie mylil, takze najnowszy nabytek Lufthansy – Airbus A380. Oprocz tego wszedzie jak mrowki uwijaja sie samochody obslugi lotniska, rozwozac paliwo, pasazerow, bagaze i jedzenie. Nasz samolot, obslugujacy niezbyt wazny, regionalny lot, stanal daleko od terminalu. Po chwili podjechal do niego miejscowy lotniskobus (mercedes z ropdzaju tych, jakie u nas jezdza jako uzywance) i pasazerowie zostali wypuszczeni. Autobus pojechal w kierunku terminalu, wjechal do tunelu pod terminalem i wypuscil pasazerow przed dwoma drzwiami – jedne oznaczone byly jako wyjscie, drugie – jako przesiadka (i tam poszedlem). Po drodze zatrzymal sie przed droga kolowania, ktora przejezdzal Boeing 777 linii Emirates.
Terminal byl znakomicie oznakowany, a na karcie pokladowej wydrukowanej z komputera mialem numer bramki, dzieki czemu bylem w stanie trafic na miejsce w miare szybko. Tylko „w miare”, poniewaz terminal byl ogromny i zeby trafic na miejsce, musialem przejsc przez kilometry korytarzy, wyposazonych wprawdzie w ruchome chodniki, ale przez sama dlugosc trudnych do pokonania w rozsadnym czasie. Na szczescie sie nie spoznilem 😉
Walizka dostala sie do jumbo-jeta bez mojego udzialu. Nie mam zielonego pojkecia, jak dziala system bagazowy frankfurckiego lotniska, ale musi to byc naprawde ciekawa instalacja 😉


Moj Jumbo en face.


Ruchome chodniki na frankfurckim lotnisku. I tak przez kilka kilometrow.


Bramka przy wejsciu do jumbo-jeta lecacego do Nowego Jorku.


Tyl jumbo-jeta. Widoczne silniki o srednicy 4 metrow kazdy.


Inny samolot – 777 linii United.

Wejscie rekawem lotniskowym dodatkowo odrealnialo i tak niezwykly fakt znajdowania sie na pokladzie ogromnego jumbo-jeta. Poniewaz nie trzeba bylo nigdzie wychodzic, aby do niego wejsc, czulem sie jakbym wszedl nie do samolotu, a do budynku, co dodatkowo bylo wzmacniane przez obecnosc w samolocie schodow prowadzacych na gorny poklad i niesamowita wielkosc maszyny.
Obsluga byle bardzo uprzejma i profesjonalna. Jeszcze na ziemi jeden ze stewardow, ktory zobaczyl, jak wciskam sie na swoje miejsce (miejsca na nogi bylo, podobnie jak w embraerze, na styk, a zeby rozlozyc stolik, musialem wyczyniac z nogami akrobatyczne sztuczki), podszedl do mnie i zaproponowal, ze sprawdzi, czy moze nie zostalo miejsce przed grodzia, gdzie jest nieco wiecej miejsca. Niestety nie zostalo, ale podziekowalem mu i tak 🙂
Jumbo-jet naprawde robi wrazenie. Jak zaladowal bagaz w ogromnych kontenerach (przyholowywanych na kolkach, a potem za pomoca samochodu-platformy z kolkami wystajacymi z gornej powierzchni przesuwanych na samochod-podnosnik nozycowy), a pasazerowie zajeli miejsca, samolot odtoczyl sie do tylu, pchany przez jeden z pojazdow obslugi lotniska. Nastepnie do wszechobecnego szumu klimatyzacji dolaczyl dzwiek jakby wlaczania gigantycznego odkurzacza – to cztery olbrzymie silniki budzily sie do zycia. Wkrotce ogromny samolot rozpoczal majestetyczne kolowanie na pas startowy. Przed wjazdem uprzejmie poczekal, az wyladuje jakis inny samolot, po czym wjechal na pas, rozkrecil potezne silniki na pelna moc i zaczal sie rozpedzac. Potrzebowal duzo dluzszego rozbiegu niz malutki embraer, a w miare, jak nabieral predkosci, mozna bylo zobaczyc, jak skrzydla wyginaja sie mu do gory, az w koncu pociagnely za soba reszte samolotu 😉 Jak zwykle przy przelatywaniu przez chmurki, troche bujalo (trzasc to sobie moglo embraerem, ale czegos tak wielkiego jak jumbo-jet trzesienie sie nie ima – on sie majestatycznie bujal 😉 ).


Kawalek Morza Polnocnego – dziura w kolderce chmur nad Europa.


Kolderka chmur, tym razem nad Szkocja.


Wnetrze jumbo-jeta. Trafil mi sie starszy egzemplarz – nowsze maja ekrany w zaglowkach i mozna tam sobie wybierac film. Ten mial tylko sluchawki wlaczane do podlokietnikow, gdzie mozna bylo sobie wybrac program muzyczny albo jeden z dubbingow do wyswietlanego akurat filmu („Invictus” – o tym, jak mistrzostwa swiata w rugby w 1995 zjednoczyly RPA, znajdujace sie wtedy na krawedzi wojny domowej – to w zwiazku z tym, ze cale Niemcy zyja teraz mistrzostwami swiata w pilce noznej, rozgrywajacymi sie w RPA wlasnie). Polskiego nie bylo 😉 A na gorze mozna zobaczyc, skad wiedzialem, gdzie jestem, jak wszedzie byly chmury – takie cos, na przemian z informacjami o aktualnej wysokosci, szybkosci i temperaturze powietrza (-50C, ale wyswietlali tez w Fahrenheitach) oraz odleglosci do celu wyswietlali, jak akurat zaden film nie lecial 😉


To zdjecie zostalo zrobione idealnie poziomym aparatem przy poziomym locie na wysokosci 10 900 metrow prostopadle do osi samolotu. Widoczne pochylenie w strone ogona, typowe dla podrozy lotniczych.


Grenlandia widziana z gory to cos, co warto zobaczyc 😉 Robilem zdjecia, az zniknela pod kolderka chmur.


Tyl jumbo-jeta. Z boku drzwi cisnieniowe, z tylu siedzenie dla stewarda i wejscie do kanciapy dla personelu pokladowego. Z prawej strony wejscie do korytarzyka toaletowego (byly tu cztery toalety – dwie z kazdej strony korytarzyka).


Widok na druga strone kadluba. Za zoltym zurawiem Lufthansy sa toalety.

W samolotach pelnobudzetowych linii lotniczych serwuja przekaski na lotach krotkodystansowych, a obiadki na lotach dlugodystansowych. Lufthansa na locie z Wroclawia dawala kanapki i picie, na locie z Frankfurtu do Nowego Jorku – precelki, obiadki i (kilka razy) picie. Jako „picie” nalezy rozumiec szeroki wybor napojow, zaiwerajacy m.in. czerowne wino, biale wino, kawe, herbate, sok jablkowy, sok pomaranczowy, piwo i wode mineralna. Kanapka byla do wyboru z serem lub z kurczakiem (ja wzialem z kurczakiem), obiad mozna bylo wziac z wolowina albo z indykiem (ja wzialem z wolowina – oprocz skladnika zasadniczego zawieral ziemniaki puree, a na osobnych talerzykach – surowke i ciacho). Lotnicze zarcie jest przygotowywane na ziemi, a w samolocie tylko podgrzewane w zamknietych pojemnikach, wiec rewelacji spodziewac sie nie nalezy, ale bylo (jak na moj niezbyt wybredny gust) calkiem smaczne.
Na pokladzie dostalismy formularze wjazdowe (osobisty – inny dla zwizowcow i bezwizowcow, oraz celny – taki sam dla wszystkich; trzeba bylo tam wpisac szacunkowa wartosc wszystkiego wwozonego dla Stanow – wpisalem $1000 dla swietego spokoju), a na ekranikach wyswietlono instruktaz, jak je wypelnic – jedynka MUSIALA wygladac jak I, a siodemka nie mogla byc kreslona. Nie bylem jedynym pasazerem, ktory prosil o dodatkowy formularz 😉
W koncu rospoczelismy znizanie. Zza chmur wylonila sie wyspa Long Island, a potem niekonczace sie nowojorskie przedmiescia. Samolot troche zygzakowal, byc moze w oczekiwaniu na wolny pas, a potem rozpoczal podejscie. Im nizej, tym bardziej nim bujalo, az w koncu LUP! walnal z impetem w pas. Jego nos podskakiwal jeszcze przez jakis czas po asfalcie, juz po tym, jak pilot wlaczyl silniki na rewers.
Lotnisko w Nowym Jorku robi podobne wrazenie jak we Frankfurcie – mnostwo samolotow roznych ksztaltow i rozmiarow, wszedzie wielki ruch. Czekalismy kilka minut na zwolnienie sie drogi kolowania, ale w koncu podjechalismy pod bramke. Kilka minut pozniej przednia czesc samolotu oproznila sie z pasazerow i my, siedzacy w ogonie, tez moglismy wyjsc, zegnajac sie ladnie po kolei ze wszystkimi stewardami i stewardessami.
Nastepny wpis o Nowym Jorku 😉

Reklamy

Jedna odpowiedź to “Über den Wolken”

  1. Adam Z Says:

    Jeśli Cię to zaciekawi to maszyna którą leciałeś do NY pochodzi z 1990 roku – http://www.airliners.net/photo/Lufthansa/Boeing-747-430M/1724563/L/

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: