This… is… USAAAAAAAAA!!!

Stało się!
Jutro o godzinie 13.50 najprawdopodobniej oderwę się od ziemi, aby rozpocząć drugi (po dojeździe na lotnisko) etap podróży do odległego od mojego domu o dokładnie 7122 km miejsca zakwaterowania w Williamsburgu, które będzie moim domem przez najbliższe 3 miesiące.
Do Williamsburga jadę z programu work&travel pracować w pobliskim wesołym miasteczku Busch Gardens. Po drodze mam w planach: przelot dwoma samolotami Luftwaffe, w tym jumbo-jetem, przejazd nowojorskim metrem, nocleg w Nowym Jorku, kilka godzin zwiedzania Nowego Jorku, przejazd amerykańskim pociągiem do Filadelfii, kilka godzin w Filadelfii, przejazd filadelfijskimi tramwajami PCC, przejazd kolejnym amerykańskim pociągiem do Williamsburga i nocleg w Williamsburgu. Następnego dnia rano rozpocznę swoją pracę.

Przy okazji kilka słów o samym lotnictwie pasażerskim. Jest to środek transportu, którego dworce położone są najczęściej daleko poza miastem i bywają tak rozległe, że potrzeba ruchomych chodników, aby dotrzeć na miejsce w sensownym czasie, na miejscu trzeba się stawić dwie godziny przed odjazdem, nie zostanie się wpuszczonym bez oddania większości bagażu i poddania się szczegółowemu skanowaniu, spóźnienia potrafią sięgać kilku godzin nawet jeśli sytuacja nie jest nadzwyczajna (na kolei godzina to już dużo), a na wygodną przesiadkę potrzeba półtorej godziny. A mimo to jest to bodaj czy nie jedyny środek komunikacji publicznej, z którego regularnie korzysta większość Amerykanów. W tym kraju czas to pieniądz i jeśli do wyboru są 3 dni wygodnym pociągiem, na który można przyjść 5 minut przed odjazdem i cały czas mieć na oku wszystkie swoje walizki, oraz 8 godzin pasażerskim odrzutowcem (plus dwie godziny odprawy i pół godziny oczekiwania na bagaże i przechodzenia przez dłuuuuugie korytarze lotniska), to Amerykanin wybierze odrzutowiec. Cóż, jeśli o mnie chodzi, to przez Atlantyk raczej ciężko przejechać pociągiem, statki kursują nieregularnie i za długo (sesja, sesja!), a lecę z Wrocławia, a nie z Frankfurtu, bo… tak było taniej 🙂
Ekonomia linii lotniczych jest dla mnie nierozwiązywalną zagadką: bilet w dwie strony był dwa razy tańszy niż bilet w jedną stronę, a bilet z Wrocławia był nieznacznie tańszy niż bilet z Frankfurtu. Nie mam zielonego pojęcia, jak to możliwe.
Samoloty wydają się podatne na awarie: są to zbiorniki ciśnieniowe, znajdujące się w bardzo nieprzyjaznym człowiekowi środowisku, podczas każdego startu i lądowania pracujące na rozciąganie, na dodatek pędzące z szybkością 800 km/h dziesięć kilometrów nad ziemią (jeden błąd i bum!), mające swobodę ruchu we wszystkich trzech wymiarach i składające się z mnóstwa części, nierzadko skomplikowanych. A tymczasem lotnictwo pasażerskie jest bardzo bezpiecznym środkiem transportu. Po obejrzeniu „Katastrof w przestworzach” wiem już, dlaczego: po prostu to wszystko utrzymuje na właściwych szlakach armia śledczych, kontrolerów lotów, potężne instytucje kontrolne (NTSB, FAA, PAŻP) i drobiazgowe procedury bezpieczeństwa. Kolej jest zaś bezpieczna z samej natury – pociąg porusza się tylko wzdłuż torów i jeśli się nie wykolei, to może tylko wpaść na inny pociąg, więc wystarczy utrzymywać tory i pociągi w należytym stanie, podzielić szyny na odcinki, przyjąć zasadę, że na jednym odcinku może się znajdować tylko jeden pociąg i wprowadzić urządzenia, które wyegzekwują ten zakaz za maszynistę – a nie będzie wypadków. Dlatego nawet coś tak dziadowskiego jak pekap może istnieć latami bez poważniejszych wypadków :>
Następny wpis już zza oceanu. Stick with me (kijek ze mną) 😉

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: