Weekend w Czechach (11-13.12.2009)


Hymn wycieczki 😉 Zapoznał nas z nim kol. Krzysiek (SMall42), który obecnie studiuje w Czechach i któremu zawdzięczamy nocleg w Pradze. Wykonuje czeski zespół Maxim Turbulenc. Stał się hymnem głównie dlatego, że słowa „jede, jede mašinka, kouří se jí z komínka…” doskonale pasowały do motoráków, którymi się najczęściej poruszaliśmy 😉


Granicę polsko-czeską przekroczyliśmy (ja i Semaforek) samochodem mamy Semaforka w Bohuminie, skąd pojechaliśmy nocnym pośpiesznym „Excelsior” do przystanku Jirkov zastávka, gdzie dołączył do nas Krzysiek. Stamtąd świńskim truchtem udaliśmy się na stację czołową Jirkov (znajduje się ona w centrum miasteczka, a przystanek Jirkov zastávka leży kilkaset metrów dalej), abyu pojechać stamtąd RegioNovą do Chomutova. Na zdjęciu wnętrze RegioNovy. RegioNova to daleko posunięta modernizacja popularnego w Czechach motoráka oraz doczepy do niego, obejmująca m.in. wymianę silnika i zabudowę niskiej podłogi w doczepie.


RegioNova z zewnątrz.


Wysoko w górach na stacji Moldava v Krušných horách kończy się ślepo linia z Mostu. Po drodze pociąg zmienia czoło na stacji Dubí. Motorák pnie się mozolnie w górę, przejeżdża w żółwim tempie dwa tunele wzmacniane drewnem (!), a na końcu czeka na nas mróz, śnieg, mgła (po czesku: mlha), potężny dworzec (pozostałość po dawnej stacji granicznej), mikroskopijna miejscowość i bardzo dobry bar dworcowy, w którym zjedliśmy obiad i wypiliśmy piwo w oczekiwaniu na motoráka w drugą stronę. Na tej linii poznałem termin „zastávka na znamení” (przystanek na żądanie), który bardzo często będzie nam towarzyszył na wielu liniach kolejowych Czech. W Polsce na kolei przystanków na żądanie nie stosuje się.


Moldava v Krušných horách. Miejscowość. Jest stąd rzut beretem do granicy niemieckiej, więc miejscowość składa się z kilku sklepów…


…dworca…


…i leżącego pod dworcem buta granicznego 😉


Zima w czeskich górach. We Wrocławiu w czasie wykonywania tego zdjęcia lało 😉


Wysiedliśmy po drodze w Litvinovie. W mieście jest przystanek osobowy i dworzec czołowy (na różnych, ale schodzących się liniach), oddalone od siebie o… 50 metrów. Nijak nie jestem w stanie zrozumieć sensu utrzymywania dwóch dworców obok siebie w tak niewielkiej miejscowości. Mieliśmy trochę czasu, który wykorzystaliśmy na przejażdżkę tramwajem w kierunku pobliskiego miasta Most. Na zdjęciu ciekawa sieć trakcyjna na litvinovskiej linii mosteckiego tramwaju.


Škoda 03T do Litvinova.


W Litvinovie tramwaj wspina się na spore często górki bez najmiejszego trudu. Prąd rządzi 😉


Wnętrze motoráka zasuwającego (choć to słowo niezbyt pasuje do prędkosci zazwyczaj osiąganych przez motoráki) ze stacji Oldřichov u Duchcova do stacji Děčín hl.n.


RegioNova na wyremontowanym (jak większość w Czechach) dworcu w Děčínie. Dalej pojechaliśmy czeskim ickiem. Generalnie czeskie icki mają standard naszych pośpiechów. Ten konkretny jednak nie różnił się standardem od polskich icków, za to ceną – owszem 😉 Potem było zwiedzanie praskiego metra (końcówki linii A i B) oraz praskich tramwajów (w tym nowej trasy na Barrandov, po której jeżdżą tramwaje Škoda 14T – starsi bracia wrocławskich wozów Škoda 16T, i która wspina się na jedno ze wzgórz Pragi, wiodąc częściowo po potężnym wiadukcie i częściowo w tunelu – wszystkim polecam, wrażenia niezapomniane). Niestety ze względu na niesprzyjające warunki oświetleniowe i brak czasu na poszukiwanie erzatzów statywu nie zrobiłem ani jednego zdjęcia. Za to następnego dnia z samego rana, pożegnawszy się z Krzyśkiem…


…pojechaliśmy jednym z Miejskich Słoni jeżdżących między Pragą a Kolínem, wysiadając w Nymburku, gdzie mieliśmy przesiadkę…


…na motoráka do Kopidlna.


Motorák wewśrodku. Zwraca uwagę układ siedzeń 2+3. Od siebie dodam, że te siedzenia są strasznie twarde, a okna nieszczelne. Po całym dniu przesiadania się z motoráka do motoráka miałem już serdecznie dość 😉


Kopidlno, kolejny motorák. Pewnie tego nie widać, ale ten konkretny ma włączone oświetlenie żarówkowe pomocnicze (czas naświetlania 30 sekund, stąd jasny kolor nieba i jasne oświetlenie budynków za oknem). Tym razem kierunek Bakov nad Jizerou. Linia ta ma być wkrótce zamknięta. W sumie nic dziwnego, skoro w motoráku były poza mną i Semaforkiem może 2 osoby, a jedzie się 40 na godzinę (tak twierdzi Semaforek, bo ja tę linię przespałem – wiem, że z zaliczakowego punktu widzenia to zbrodnia, ale byłem niewyspany :P). Ciekawy jest sposób odprawiania pasażerów. Bilety kasuje się w kasownikach w przedsionkach, a sprawdzają je albo lotne brygady rewizorów, albo maszynista przed ruszeniem. Po drodze zatrzymaliśmy się jeszcze przy budce dróżniczki, której maszynista wręczył pokaźny plik wytworów czeskiej biurokracji kolejowej.


Bakov nad Jizerou, typowa c. i k. stacja z wielona wąziutkimi peronami, ósma rano, zimno jak w trąbę słonia. Rychlík (pośpiech) do Rumburka. Wielgaśny jak nie wiem co 😉


Ten sam rychlík, zbliżenie na połączenie motorového vozu i vlečného vozu. Dodajmy, że vlečný vůz ma kabinę sterowniczą, co wraz z przejściem międzywagonowym zmienia dwa wagony w spalinowy zespół traKcyjny 😉


Nasz rychlík do Tanvaldu. Taki sam motorový vůz, tyle, że przejściem do przodu 😉 Nim pojechaliśmy do Turnova, gdzie przesiedliśmy się na kolejny rychlík, także prowadzony motorovým vozem (ale innego typu), tym razem do Liberca. Przesiadka była praktycznie drzwi w drzwi z powodu opóźnienia rychlíka do Tanvaldu. W Libercu zaś przesiedliśmy się (świńskim truchtem) do osobowego w kierunku Jablonca nad Nisou, prowadzonego takim samym motorovým vozem jak rychlík, z którego się przesiadaliśmy.


Jablonec nad Nisou, osobní vlak do Liberca.


Jablonec nad Nisou, osobní vlak, z którego wysiedliśmy, jedzie sobie dalej. Vlečný vůz jedzie z przodu vlaku.


Jablonec nad Nisou, jednotorowa pętla tramwajowa toru o szerokości 1000 mm (z jednym dodatkowym torem odstawczym i kanałem rewizyjnym pod nim), a na niej dwuskład Tatr T3. Pierwsza to niezwykły czeski wynalazek: tetrójka przerobniona na niskopodłogową i nie mam pewności, ale chyba bezsilnikową (vlečný vůz). Dalej pojechaliśmy niezwykle malowniczą linią nr 11 Jablonec nad Nisou – Liberec. Polecam tę linię wszystkim – biegnie w pagórkowatym terenie, często w znacznej doległości od szosy. Na dodatek szerokość Tatry T3 w połączeniu z zastowaniem 1000 mm sprawia, że siedząc przy oknie, siedzimy nad pustką. Wystarczy spojrzeć przez tylne okno, aby to sobie uświadomić 😉


Tetrójka wewśrodku.


Duży dworzec komunikacji miejskiej w centrum Liberca. Co ciekawe, je vybavený čekárnou (wyposażony w poczekanię) i nagłośniony! Przed nim widoczny tor trójszynowy. W Libercu kursują tramwaje o dwóch szerokościach toru: 1000 mm i 1435 mm.


Główna ulica Liberca.


Częściowo niskopodłogowa tetrójka wewśrodku.


Tego dnia na torach przed dworcem odbywało się szlifowanie szyn. Na końcowym odcinku trasy tramwajowej kursował autobus zastępczy.


Liberec D.K.


Liberec D.A. Jak to widzę, zaraz przypomina mi się „Galeria Kontenerowa”, która ma powstać koło dworca Wrocław Główny na czas jego remontu 😉


Motorák z dwiema doczepami na libereckiej stacji. Zdjęty od strony doczepy.


Motorový vůz po raz kolejny.


Nadciąga nasz pociąg! Kierunek Drezno. My jedziemy nim do Żytawy (niem. Zittau). Nasz cel to przekroczyć granicę 11 razy w ciągu dnia, i to wyłącznie pociągami, nie przejeżdżając żadnej linii więcej niż dwa razy (w tę i z powrotem). Pociąg jest bardzo wygodny i to on, a nie Desira, powinien jeździć na pośpiechach (od niedawna regioekspresach) na trasie Wrocław – Drezno. Pociąg jedzie z Czech do Niemiec tranzytem przez Polskę, przy czym na polskim kilkukilometrowym odcinku nie ma żadnych stacji ani przystanków osobowych, a jedzie się z morderczą prędkością 30 km/h. PKP PLK nie chce się dbać o tory, po których i tak jeżdżą tylko cudzoziemcy 😛 Tym niemniej granica zostaje przekroczona już dwukrotnie.


W Żytawie. Na stacji widać już niemiecki ordnung, choć są to Niemcy bardzo wschodnie.


Żytawska zabytkowa wąskotorówka. Wagony są ogrzewane parą.


Te drzwi dla niepełnosprawnych z boku wagonu mnie rozbroiły 😀


Dworzec wąskotorówki od strony dworca kolejowego.


Dalej pojechaliśmy wagonem typu VT 42 do Seifhennersdorfu. Na tej trasie przeważnie kursują, jak je nazwał Semaforek, „aronobusy szynowe z drzwiami od Ikarusa”, czyli starożytne szynobusy Uerdigen. Tego jednak dnia jechał większy wagon motorowy. W środku oprócz nas, maszynisty i sympatycznego niemieckiego kierpocia z wielkim dozownikiem monet przewieszonym przez ramię jechało jakieś 5 osób. To jest pulpit niemieckiego wynalazku. Granica zostaje przekroczona kolejne dwa razy – linia przejeżdża przez Czechy 😉


Wnętrze naszego pociągu.


W drodze powrotnej wysiedliśmy na stacji Varnsdorf, aby skoczyć motorákiem do odległego o 11 km Rybnište. Pomimo niemieckiej nazwy Varnsdorf jest miastem jak najbardziej czeskim, a zatem odnotujmy kolejne przekroczenie granicy. Granice w rejonie Worka Turoszowskiego mają zupełnie dziki przebieg – aż się boję myśleć, jak to wyglądało, kiedy wszystkie były „granicami przyjaźni” i trzeba było na nich przechodzić drobiazgowe kontrole celne… Po lewej doczepa do motoráka, który wkrótce pojedzie do Liberca, po prawej niemiecki wagon motorowy.


Cokolwiek zaniedbany dworzec w Varnsdorfie i motorák do Liberca z doczepą.


„Jede, jede mašinka, kouří se jí z komínka…” Osobní vlak z Varnsdorfu do Rybniště 🙂


Po powrocie z Rybniště wsiedliśmy w doczepę motoráka do Liberca. Z punktu widzenia miłośnika kolei ważną zaletą doczepy do motoráka jest tzw. „mikolska kanapa” na jednym z końców wagonu, która pozwala na szerokie podziwianie widoków. Doczepa ogrzewana jest elektrycznie z motoráka, który jest wyposażony w prądnicę grzewczą. Po raz kolejny przekroczyliśmy granicę, a w Żytawie przesiedliśmy się w desiro jadące do Chociebuża, po niemiecku Cottbus (jego wnętrze widoczne jest na zdjęciu). Granica polsko-niemiecka w tym rejonie ma jeszcze dzikszy przebieg. Linia kolejowa jedzie przez Niemcy, wpada do Polski, gdzie pociągi zatrzymują się na stacji Krzewina Zgorzelecka, po czym na 100 metrów znów wjeżdża do Niemiec i wraca do Polski. Dopiero kilka kilometrów dalej linia na poważnie wraca do Niemiec. Oznacza to czterokrotne przekroczenie granicy przy przejeździe z Niemiec do Niemiec.


Zgorzelec Niemiecki (Görlitz), hala peronowa, desiro do Chociebuża, które właśnie opuściliśmy. Stacja w Zgorzelcu Niemieckim jest jedyną znaną mi niezelektryfikowaną stacją posiadającą halę peronową. Do pociągu do Wrocławia była jeszcze ponad godzina, więc przejechaliśmy się zgorzeleckimi tramwajami i wróciliśmy na dworzec.


Zdjęcie zrobione z nudy 😉 Na szczęście wkrótce potem nadjechał pociąg z Drezna w sile trzech dwuwagonowych desir. Pierwsze zostało odczepione na stacji w Zgorzelcu Niemieckim, dwa pozostałe (ostatnie z nami w środku) pojechały dalej do Wrocławia. W nowym rozkładzie pociągi te zmieniają się z pośpiechów w regioekspresy, a ich taryfa zrównuje się z taryfą Interregio, dzięki czemu podróżowanie koleją staje się tańsze. Siedzący obok zgorzeleccy studenci byli bardzo pozytywnie zaskoczeni tą zmianą. My zaś po kilku godzinach (podczas których zdrętwiały mi nogi – 100% miejsc siedzących było zajęte) dotarliśmy do Wrocławia. I tak się zakończyła nasza wycieczka.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: