Dziwny świat dziecka

Jak wiadomo, dzieci mają skłonność do tworzenia własnych, wirtualnych światów, w których żyją, tylko od czasu do czasu wystawiając nos do prawdziwego i stwierdzając, że jest brzydszy. Po pobycie nad morzem postanowiłem opisać świat moich sióstr, w który musiałem od czasu do czasu dawać się wciągać żeby nawiązać z nimi kontakt, ale po namyśle stwierdziłem, że ten, który stworzyliśmy wspólnie z braciszkiem, wcale nie jest gorszy. Postanowiłem więc opisać obydwa, tym bardziej, że jestem sam w domu i nie mam do kogo gadać, więc mi się zebrało na zwierzenia 😉

1. Świat mój i Michała

Trzymając się kolejności chronologicznej, należałoby najpierw opisać świat, w którym żyłem do ok. 2001 roku.

Mapa (wykonanie współczesne)


Mapa Archipelagu Zwierzątek

Nietrudno się chyba domyślić, że inspiracją były pluszaki i domowy kanarek 😉
Świat (Archipelag Zwierzątek) składał się z pięciu wysp, z których każda miała stolicę (Pieskowice, Królikowo, Kotkowo, Myszkowsko i Piórkowo – od imienia kanarka, które brzmiało Pióras, zdechł w 2005). Pomiędzy Wyspą Psów a Wyspą Królików znajdowała się Cieśnina Wielorybów, zamieszkała przez wieloryby. Ja mieszkałem na niby w Pieskowicach, w bloku (zawsze lubiłem bloki :)) położonym tuż obok pętli tramwajowej i niewielkiego przystanku kolejowego, Michał w Myszkowsku, w obszernym, piętrowym budynku jednorodzinnym.
Jako że jestem miłośnikiem kolei, bardzo ważnym elementem świata była sprawna komunikacja miejska i międzymiastowa. We wszystkich metropoliach (z wyjątkiem najmniejszego Kotkowa) były tramwaje i metro, w Psłupsku (na Wyspie Psów) trolejbusy. Miasta łączyły linie kolejowe (przewoźnik: Pieskowickie Koleje Regionalne, które jako najlepiej zarządzane opanowały cały archipelag), w zdecydowanej większości zelektryfikowane, po których kursowały szybkie pociągi dalekobieżne (złożone z wagonów podobnych do stosowanych na PKP w pociągach Intercity, wtedy jeszcze w standardowym zielonym malowaniu, oraz wagonów silnikowych przypominających takież wagony z przodem Shinkansen) oraz często kursujące pociągi osobowe (przypominające popularne „kible”, tylko czystsze, wyłożone od środka ładniejszym laminatem i pomalowane w całości na czerwono). Wyjątkami były linie niezelektryfikowane. Na linii Pieskowice – Grzeczny Las kursowały zabytkowe pociągi prowadzone parowozem, na linii do Kotkowa – pociągi prowadzone lokomotywami podobnymi do amerykańskich F-unit lub E-unit z lat 40. XX wieku.
Komunikację uzupełniały (na najbardziej peryferyjnych obszarach) autobusy. Przystanki „na żądanie” miały zainstalowaną wewnątrz tablicy lampę, zapalaną za pomocą guzika na słupku.
Archipelag był częścią Polski, ale cieszył się znaczną autonomią. Panował w nim ustrój parlamentarny – premier Archipelagu (pluszowy pies Skajbo) pełnił jednocześnie funkcje w Polsce zarezerwowane dla prezydenta.

Miasta

Myszkowsko – stolica. Zbudowana w sposób podobny do Warszawy, jako miasto z rozwiniętą komunikacją miejską, ale jednocześnie przyjazne samochodom ze względu na szerokie ulice (w momencie, gdy wymyślaliśmy nasz świat, korki nie były jeszcze takim problemem). Mieszkała tu nasza niebieska pluszowa mysz, która jeździła mercedesem. W centrum miasta był rozległy plac, a na nim – olbrzymi pomnik urzędującego premiera na krześle obrotowym, które obracało się powoli (jak oceniam teraz, przejaw megalomanii godny Stalina :)).

Królikowo – tutaj mieszkała pluszowa króliczyca Ela, której nikt nie dorównał w kopaniu tuneli. To ona zbudowała w mieście metro. Miała własną tajną stację, do której wchodziło się przez otwór przykryty klapą podobną do tych na kanałach ściekowych, ale zamiast litery „A” albo „K” (albo jakiejś innej – powinienem się spytać jakiegoś eksperta od kanalizacji, co to właściwie znaczy) widniała na niej litera „E”. Zbudowała ona także tunele łączące wszystkie systemy metra na świecie, ale tylko ona miała sterownik do prowadzących do tychże tuneli zwrotnic, w który wyposażyła wagon przerobiony ze starego tramwaju „Berolina” (choć wtedy jeszcze nie wiedziałem, że on się nazywa „Berolina” :)). Dzięki temu metrem Eli można było dojechać niemalże wszędzie. W miastach, gdzie nie było metra, metro Eli miało tajne stacje, do których wejścia rozpoznawało się tak samo, jak to w Królikowie.
W mieście tym było też najniebezpieczniejsze skrzyżowanie całego Archipelagu – skrzyżowanie ulic Krowiej i Nasypowej, gdzie często dochodziło do wypadków. Wielokrotnie postulowano jego przebudowę, lecz plany zawsze rozbijały się o brak pieniędzy, urzędniczą inercję i niedasizm (to taki polski akcencik w naszym prawie idealnym świecie ;)).

Pieskowice – ja wymyślałem to miasto, więc o nim wiem najwięcej 😉
Miasto, choć nowoczesne, było w całości otoczone murem. W większości zbudowane było w XIX wieku (centrum przypominało dziewiętnastowieczne dzielnice Wrocławia z jego szerokimi, poniemieckimi ulicami), w samym środku stał Dom dla Psów (powiększony Pałac Kultury, na którego dolnych piętrach mieścił się olbrzymi dom handlowy, po którym można było jeździć małymi elektrycznymi wagonikami), na obrzeżach było też blokowisko Psie Budy (w którym mieszkałem), poza murami – dzielnice willowe. Mało kto jeździł po nim samochodem, ponieważ komunikacja publiczna (szybkie tramwaje, metro i kolej miejska) była tak rozwinięta, że nie opłacało się korzystać z własnych czterech kółek ani czasowo, ani cenowo. Większość ważniejszych budynków miała własne tunele z piwnic do metra.
Główny dworzec kolejowy wzorowany był trochę na wrocławskim dworcu głównym, trochę na dworcu Warszawa Centralna. Dojeżdżało się do niego długim, jasno oświetlonym i pomalowanym na zielono walcowatym tunelem (po jednym dla każdego kierunku), który przechodził płynie w komorę rozjazdową, a potem w halę peronową. Tory znajdowały się między peronami nie parami, ale pojedynczo (do pociągów można było wsiadać z obu stron). Budynek dworca składał się z dwóch części położonych po dwóch stronach torów – jedna część (inspirowana dworcami Warszawa Centralna i Warszawa Wschodnia) była cała przeszklona, druga zaś przypominała wyglądem „Kameleona”. Łączyła je kładka na poziomie czwartego (ostatniego) piętra (na samą górę można było wjechać windą albo ruchomymi schodami), z której prowadziły całkowicie zadaszone całkowicie przeszklonym dachem ruchome schody i windy na peron.
Prócz tego dworca były jeszcze Pieskowice Szklane na terenie dzielnicy Szklane (przeszklona hala dworcowa, a obok Szklana Wieża – potężny lustrzany wieżowiec w stylu amerykańskim, siedziba Pieskowickich Kolei Regionalnych) oraz Pieskowice Zabytkowe – pierwszy dworzec w Pieskowicach, który, gdy okazał się za mały dla linii magistralnej, zaczął służyć linii zabytkowej do Grzecznego Lasu.
Pieskowicką ciekawostką komunikacyjną było jednopoziomowe skrzyżowanie dwóch tuneli metra, na którym ruchem sterowała sygnalizacja świetlna.

Kotkowo – miasto położone na małej, ale górzystej wysepce. Ciekawostką był w nim wysoki i długi wiadukt nad położoną w dolinie stacją kolejową, zabudowany identycznymi, tylko na różne kolory pomalowanymi domkami szeregowymi (!).

Oczywiście świat miał także swoich szwarccharakterów. Byli nimi mieszkający na pobliskiej wyspie złodzieje, którzy od czasu do czasu wybierali się na wyspy Archipelagu, żeby coś zwędzić. Od czasu do czasu udało się ich zatrzymać i urządzić im proces, co dawało pretekst do wygłaszania straszliwie długaśnych przemówień sądowych, w których się specjalizowałem (inspirowanych przemówieniem Gomułki z 1957 ;))

2. Świat Antoniny i Mileny

Siostry zaczęły wymyślać swoją krainę wystarczająco późno, żeby nie było w nim żadnych widocznych wpływów z mojej. Ponieważ u nich najważniejszymi pluszakami były mama żyrafa i dziecko żyrafka, nazwały swój kraj Krainą Żyraf. Dźwięki wydawane przez żyrafy (podobne nieco do krowiego muczenia) siostry zinterpretowały jako „wę” i ta właśnie oralna imitacja jest wszechobecna w ich krainie.
W ich świecie panuje monarchia absolutna (jest sejm, ale tylko jako organ doradczy): wszystkim rządzi klacz Mila (widać od razu, że to dziewczynki ;)), która oprócz bycia monarchinią jest także superbohaterką (Mila Superkoń), głową panującego wyznania krainy – Kościoła Końskokatolickiego (!), a jakby tego było mało, jeszcze przewodniczy chórowi kościelnemu w katedrze w Żyrafowie (musi mieć bardzo napięty grafik :)). Jest zamężna z koniem Graczem, który z zawodu jest naukowcem i cały czas prowadzi eksperymenty (bardzo często wybuchowe). Mieszkają na otoczonym murem obszarze w samym środku krainy (mur ma za zadanie chronić krainę przed skutkami eksperymentów Gracza).
Główne miasta krainy to Żyrafowo i Wę, rejestracje Krainy Żyraf zaczynają się od WĘ.

Komunikacja

Jeśli myślicie, że te rejestracje są rejestracjami samochodów, to grubo się mylicie. W Krainie Żyraf udało się wyhodować specjalną rasę koni, które wyglądają jak zabawki z serii „Małe Kucyki”, potrafią udźwignąć żyrafę i nawet ciągnąc powóz z pięcioma żyrafami czy wóz towarowy wielkości naczepy ciężarówki są szybsze od samochodu. Część z nich wyposażona jest w skrzydła, dzięki czemu rozwiązuje się problem korków. Po miastach jeżdżą tramwaje konne i dorożki, miasta połączone są szerokimi i dobrze utrzymanymi koniostradami, po których jeżdżą dyliżanse, powozy i konie juczne oraz wierzchowe.

Zwierzęta Krainy Żyraf:

Małe Gracze

Małymi Graczami nazwano rasę małych koni (15 cm w kłębie), które powstały w wyniku jednego z eksperymentów Gracza. Błyskawicznie rozmnażały się przez podział, były pełne energii, a przy tym nie odznaczały się zbytnią inteligencją – potrafiły jedynie iść w jednym kierunku i śpiewać prostą melodyjkę, która brzmiała: „Tyrym, tyrym, tyrym tyrym tyrym” (niestety nie potrafię tu oddać melodii :)). Przedarły się przez mur ochronny z łatwością. Na murze tym stały posterunki, ale z racji cięć budżetowych nie miały uzbrojenia; nie miały nawet czym rzucać w Małe Gracze, więc zaczęły rzucać obelgami („Ty słoniu!”). Niestety, ze względu na swą nikłą inteligencję, Małe Gracze okazały się na to najzupełniej odporne.
Gracz natychmiast poleciał do Mili, aby jako Mila Superkoń powstrzymała Małe Gracze. Niestety, trwała właśnie próba chóru kościelnego i nie mógł się dostać do Mili przed zakończeniem próby. Chodził więc po korytarzu, z nerwów obgryzając kopyta. Tymczasem Małe Gracze docierały już do Żyrafowa.
Wreszcie próba się skończyła i Mila wyszła bardzo zadowolona z kościoła. Usłyszawszy od Gracza, co się stało, przywdziała natychmiast kontium Mili Superkonia i poleciała powstrzymać Małe Gracze, które tymczasem zdążyły już spowodować panikę na ulicach Żyrafowa. Mila skierowała Małe Gracze (za pomocą blokady z desek) do budynku parlamentu, po czym rozpoczęła sypanie do środka wiórów i kleju, wciąż dostarczając kolejne porcje. Małe Gracze, szukając sposobu na rozładowanie swojej niespożytej energii, z wiórów zrobiły zaś najdłuższą płytę paździerzową świata, sięgającą aż do Księżyca. Kiedy była gotowa, weszły po niej na Księżyc – ostatni, schodząc z płyty, trącił ją nogą, tak że poszybowała w kosmos. Od tego czasu Księżyc obraca się delikatnie, gdyż Małe Gracze chodzą po nim w kółko, a kiedy w księżycową noc wytęży się słuch, można usłyszeć „Tyrym, tyrym…”. Co ciekawe, gazety Krainy Żyraf, które rzecz jasna początkowo planowały poświęcić Małym Graczom dużo miejsca, ostatecznie ograniczyły się do krótkiej wzmianki, a pierwsze strony zajęła wielka afera polityczna (prezydent Węski nazwał premiera Węckiego słoniem). Jednak świat zewnętrzny przesącza się w głąb wewnętrznych światów dzieci 😉
Wkrótce potem udało się wyhodować Małe Gracze, które nie rozmnażały się przez pączkowanie i miały nieco więcej inteligencji. Ponieważ łatwo było je nauczyć prostych, powtarzalnych czynności i nigdy się nie nudziły, całkowicie odmieniły w Krainie Żyraf przemysł muzyczny (występowały jako „chórki”), transport (napędzały swą niespożytą energią, chodząc w karuzeli podobnej do tych dla chomików, niewielkie pojazdy dla żyraf, takie jak Wę 126p) i wiele innych gałęzi gospodarki. W tej sytuacji łatwo można było wybaczyć jedną niewielką inwazję 😉 .

Haroldy

W pewien sposób przyczyniłem się do wymyślenia przez moje siostry ciekawego świata Haroldów. Otóż kiedy była niemowlęciem bardzo lubiła, jak się jej pokazywało tzw. „wąchala” (odpowiednio złożoną dłoń, która sprawiała wrażenie dziwnego zwierzęcia z długim nosem). Z czasem (kilka lat później) nadałem swojemu „wąchalowi” imię Harold. Dziewczynki natychmiast to podchwyciły i zaczęły wykorzystywać w zabawie. Szczęka mi jednak opadła dopiero wtedy, kiedy pośród ich rysunków znalazłem jeden, przedstawiający… parę Haroldów idących do ślubu! (Wyglądały jak ucięte dłonie z małymi nóżkami.) Oto, do czego zdolna jest wyobraźnia…

Areny

Najnowszy pomysł dziewczynek. Skąd one wytrzasnęły tę nazwę, nie mam pojęcia 😉 Areny to słomkokształtne stwory żyjące w morzu. Zainspirowane (tak, zgadliście) słomkami do napojów.

Uważacie to wszystko za idiotyczne? Zastanówcie się nad tym, co wyście wymyślali w młodości 😉

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: