Rozwój a transport publiczny

Mottem niniejszych rozważań pragnę uczynić wypowiedź pewnego Francuza, dojeżdżającego do pracy (25 km) pociągiem:

Jestem za wygodny na jazdę samochodem. Wsiadam do pociągu, wyciągam poranną gazetkę i za 15 minut jestem na miejscu.

W czasie, kiedy wszyscy podniecają się opublikowaną właśnie książką o Wałęsie, postaram się oderwać od polityki i zabrnąć w rozważania komunikacyjne.
Po takim początku wiele osób spodziewa się straszliwie nudnego (dla większości) wywodu o końcówce drążka poprzecznego Ikarusa 280, optymalnym sposobie rozwiązania komunikacji szynowej we Wrocławiu bądź też rozłożeniu potoków pasażerskich w sieci autobusów pośpiesznych Górnośląskiego Okręgu Przemysłowego. Spokojnie, nic takiego nie planuję.
Chodzi mi o zwrócenie uwagi na coś innego.
Otóż w krajach „nowobogackich” – takich jak Polska – które niedawno dopiero poczuły zapach wielkiej kasy, gdzie od zaledwie kilku lat na samochód pozwolić sobie może każdy, społeczeństwo motoryzuje się na potęgę. I nie mam nic przeciwko kupowaniu przez ludzi samochodów, a jak je już kupią – jeżdżeniu nimi. To zrozumiałe. Kto zainwestował kilkadziesiąt tysięcy w autko, nie będzie chciał już podróżować powolną i zatłoczoną komunikacją miejską i wiecznie spóźnionymi Polskimi Kolejami „Niedasię” Państwowymi.
Charakterystyczne jest natomiast to, że władza nie robi nic lub robi niewiele, aby komunikacja publiczna przestała być powolna i spóźniająca się (na tłok wielkiego wpływu nie mają). Priorytetem dla wszystkich kolejnych rządów są autostrady, które dziwnym trafem nie powstają.
Mieszkam we Wrocławiu, mieście wiecznie zakorkowanym. Miejsce na poszerzanie dróg wiodących do centrum już się skończyło. Teraz ludzie mówią o budowanej właśnie obwodnicy autostradowej jak o lekarstwie na całe zło, że korki po jej otwarciu znikną jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, gdy tymczasem mnie się wydaje, że niewiele to zmieni. Dlaczego? Bo gros ruchu samochodowego to ruch do i z centrum miasta, a on się przecież nie przeniesie na obwodnicę. Wystarczy popatrzeć na rejestracje samochodów stojących w korku – zdecydowana większość zaczyna się na DW. Tymczasem dobrze zrobiona komunikacja publiczna (często kursujący tramwaj z priorytetem na skrzyżowaniach i systemem autobusowych linii dowozowych, uzupełniony koleją miejską) pomógłby rozładować korki, przejmując tych, którym byłoby po drodze. Ale komunikacja publiczna traktowana była do niedawna zdecydowanie po macoszemu, a remonty torowisk odbywały się głównie przy okazji remontów ulic.
Bardzo prawdopodobne, że takie podejście do komunikacji publicznej to spuścizna po peerelu. Wtedy kto miał samochód, ten był królem szosy, przede wszystkim dlatego, bo w zasięgu wzroku często nie było ani jednego innego samochodu. Mój dziadek miał wołgę, a potem fiata 125p, ponieważ był wysokiej rangi oficerem, czyli jak na peerel prawdziwym krezusem. Komunikacja publiczna była wtedy środkiem dowozu klasy robotniczej (czyt. trzody ludzkiej) do socjalistycznego zakładu pracy. Z założenia była powolna i niewygodna, ale nie było dla niej alternatywy – samochód pozostawał poza zasięgiem przeciętnego człowieka. Szczytem marzeń był „maluch”, a jak ktoś miał większe aspiracje, to polonez. Nic więc dziwnego, że gdy tylko samochód przestał być nieosiągalny, ludziska rzucili się na giełdy samochodowe i do salonów. Obecnie malucha można mieć już za mniej niż 500 zł.
Szczególnie jaskrawo widać antytramwajowe i prosamochodowe podejście w Rosji i na Ukrainie. Są to kraje, jak wiadomo, od Polski biedniejsze, które stały się „nowobogackie” nieco później. Tamtejsze koleje trzymają się dobrze, ale głównie dlatego, bo są wrośnięte w państwo w tym samym stopniu, co PKP za peerelu. W Rosji tramwaje znikają z ulic wielu miast dosłownie z dnia na dzień. Co do Ukrainy, przyjrzyjcie się planom komunikacyjnym dotyczącym dowozu do stadionów. O ile w Polsce planuje się doprowadzenie do obiektów jakiegoś rodzaju komunikacji szynowej (Wrocław – „tramwaj plus”, czyli zwykły tramwaj, tyle że z nowym taborem, wydzielonym torowiskiem i priorytetem na skrzyżowaniach, być może też prowizoryczny peron na czas mistrzostw przy pobliskiej linii kolejowej), to na Ukrainie mowa głównie o drogach dojazdowych (stadion we Lwowie – czteropasmówka i nowe linie autobusowe).
Pewien specjalista od komunikacji, zapytany o przyczynę korków, powiedział z rozbrajającą szczerością: „To nie drogi są za wąskie – to samochodów jest za dużo.” Możnaby powiedzieć, że to ten sam problem, tylko od drugiej strony. Dowcip polega jednak na tym, że o ile ilość samochodów na drogach można zmniejszyć, o tyle nie za bardzo jest gdzie dalej poszerzać drogi.
Na szczęście zmienia się też nastawienie władzy (przynajmniej we Wrocławiu) do komunikacji publicznej. Niedawny remont placu Grunwaldzkiego został przez kierowców ogłoszony fiaskiem – przejazd przez plac (zamieniony w rondo im. Ronalda Reagana) się nie poprawił, wciąż tworzą się przed nim korki. Moim zdaniem, poprawiłby się tylko wtedy, gdyby zrobiono w miejscu ronda tunel, i to głęboki, bo pod powierzchnią placu jest już tunel dla pieszych. Natomiast dla komunikacji publicznej plac na pewno jest sukcesem – poprawiła się jakość przesiadek. Podobnie jest z remontem placu Powstańców Wielkopolskich (samochodom zostawiono jedynie dwa tranzytowe kierunki) oraz ulicy Szewskiej, zamienionej na deptak z tramwajem. W trakcie remontu jest linia kolejowa Wrocław Psie Pole – Trzebnica, po której wkrótce mają ruszyć szynobusy, mówi się o reaktywacji linii Wrocław – Kobierzyce – Świdnica Przedmieście, biegnącej do najpopularniejszego miejsca weekendowych wypadów wrocławian – góry Ślęży. Liczba pociągów osobowych na magistrali podsudeckiej (Leginca – Jawor – Strzegom – Jaworzyna Śląska – Świdnica – Dzierżoniów – Ząbkowice Śląskie – Kamieniec Ząbkowicki) wzrosła z 6 do 14. Kolej na Dolnym Śląsku po latach zastoju odbija się od dna.
Niestety wciąż daleko nam do Niemiec, gdzie na linii Goerlitz (57 097 mieszkańców) – Drezno (505 563 mieszkańców) pociągi jeżdżą co 15 minut. Może… kiedyś…

Reklamy

Komentarze 2 to “Rozwój a transport publiczny”

  1. vertok Says:

    psoras?drążka poprzecznego Ikarusa 280

    A cóż to takiego?:P

    psoras cytuje>Wsiadam do pociągu, wyciągam poranną gazetkę i za 15 minut jestem na miejscu.

    Jak przeczytałem ten cytat to mi się przypomniał jeden z najlepszych skeczy Barei, pewnie go znasz bo opowiada o komunikacji miejsko-podmiejskiej w peerelu:

    Ten skecz to w ogóle barejowska perełka.

    Priorytetem dla wszystkich kolejnych rządów są autostrady, które dziwnym trafem nie powstają.

    To co nie jest priorytetem niestety też nie powstaje:))).

    Szczególnie jaskrawo widać antytramwajowe i prosamochodowe podejście w Rosji i na Ukrainie.

    O ile mnie pamięć nie myli jeszcze nie dawno komunikacja miejska była tam za friko.

    psoras>Niestety wciąż daleko nam do Niemiec, gdzie na linii Goerlitz (57 097 mieszkańców) – Drezno (505 563 mieszkańców) pociągi jeżdżą co 15 minut.

    Byłem kiedyś pewien czas w Hanowerze, tam jest coś takiego, taka miejska-kolejka-metro prowadzone przez korporację Ustra, wygodne, szybkie, jeżdzą niemal wszędzie i bardzo często. I im to się opłaca. A w moim Lublinie rozkład „wakacyjny”- trajtek raz na 15-20 minut a mpk ciągle na skraju bankructwa.

  2. psoras Says:

    vertok> A cóż to takiego? 😛

    Sam nie wiem – ściągnąłem od Jeremiego Klaksona. Przypuszczam, że chodzi o układ kierowniczy 🙂

    vertok> http://www.youtube.com/watch?v=fBfQgcLvg-c

    To znam. Też uważam za rewelacyjne 🙂 Warto też zwrócić uwagę, że prawie wszystko się zmieniło od tamtych czasów – architektura, samochody, ulice… Tylko pociągi te same (albo prawie te same – dziś mają schodki pod drzwiami i dwie pary drzwi na wagon zamiast trzech). A scena ćwiczeń siłowych na drzwiach pociągu mnie rozwaliła 🙂

    vertok> O ile mnie pamięć nie myli jeszcze nie dawno komunikacja miejska była tam za friko.

    Ciekawe, nie wiedziałem o tym. W każdym razie tamtejsze sieci tramwajowe (szczególnie torowiska) są często zapuszczone, przy rosyjskich trolejbusach lubelskie są ponoć chyże jak zające, a ludzie przesiadają się do busów (tam znanych pod nazwą „marszrutki”), których jest tam (jak słyszałem, bo osobiście nie byłem) tyle, że Lublin wygląda przy takim Lwowie jak pustynia busowa. (A przy Lublinie z kolei Wrocław wygląda jak pustynia busowa:))

    vertok> Byłem kiedyś pewien czas w Hanowerze, tam jest coś takiego, taka miejska-kolejka-metro prowadzone przez korporację Ustra, wygodne, szybkie, jeżdzą niemal wszędzie i bardzo często. I im to się opłaca. A w moim Lublinie rozkład “wakacyjny”- trajtek raz na 15-20 minut a mpk ciągle na skraju bankructwa.

    No właśnie. Mamy za zachodnią granicą takie przykłady (Berlin na ten przykład wyposażony jest w gęstą sieć kolei S-Bahn), a nie chcemy z nich korzystać. Janusz Korwin-Mikke, którego poza tym lubię (cóż – mam pewną słabość do osób powszechnie uznanych za oszołomów) napisał kiedyś, że tramwaje trzeba zlikwidować, bo potrzebują dotacji, żeby je utrzymywać. Tymczasem one mogłyby się utrzymać samodzielnie, gdyby kursowały częściej i gdyby sygnalizacja dawała im absolutny priorytet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: