Kurczak Mały – jak ja go widzę

Udało mi się ostatnio obejrzeć kilka filmów, które powinienem obejrzeć już kilka ładnych lat temu. A i dziś zrobiłem to głównie ze względu na siostry (jedna ma lat 6, druga 9). Na początek – odwrotnie niż w kolejności chronoligicznej – ostatni „Kurczak Mały”.

Fabułę (przynajmniej z grubsza) znają wszyscy. Ograniczę się więc do krótkiego stwierdzenia, że to typowe amerykańskie „od zera do bohatera” (Kurczak, uważany w lokalnym środowisku za wariata, po zażegnaniu niebezpieczeństwa z kosmosu staje się wybawcą „zwierzęcości” – bo przecież nie ludzkości, jako że ludzi jako takich w filmie nie ma).

Sam Kurczak jest dość ciekawie animowany. Jak zapewne wiadomo większości, jako kurczak nie odznacza się zbyt okazałą posturą, toteż aby przetrwać, zmuszony jest wykazywać się dużą zaradnością. I robi to – sceny z odrzutową oranżadą czy roletą w szafce to według mnie (który zawsze był dość duży jak na swój wiek) całkiem zabawny, a zarazem sympatyczny sposób na podkreślenie chuchrowatości Kurczaka. Jego przyjaciele – brzydkie kaczątko Lucyna „Paszteciara” Kuperczak, Fiszu Chybaryba, który zawsze chodzi w hełmie wypełnionym wodą (uczeń przybyły w ramach wymiany z dnem oceanu) i Speck (ang. pyłek) Zawiotki, prosiak, który ma kompleksy, bo jak na swoją rodzinę jest wyjątkowo wychudzony – także są animowani rewelacyjnie, a ich charaktery dopracowane. Luśka biega naprawdę jak kaczka, zaczytuje się w czasopismach „Mycie na Mącąco”, „Cosmopopytam” i „Kaczka i Życie”, w związku z czym nieustannie namawia głównego bohatera do korzystania z rad rodem z tychże gazet. Fiszu, którego, jak głosi anegdota, w oryginale zagrał dystrybutor wody, jako jedyny potrafi porozumieć się z kosmitą, choć czasami trudno zrozumieć, o co mu chodzi (widz dowiaduje się o tym jedynie za pośrednictwem innych bohaterów). Lubi się wygłupiać (zbudował sobie Empire State Building i udawał King Konga). Na lądzie czuje się obco, wszystko jest tu dla niego nowe, więc nic go nie dziwi – rekonesans na statku kosmitów traktuje jak wycieczkę szkolną do laboratorium naukowego, i to takiego, gdzie można brać udział w eksperymentach. Speck zaś jest zupełnie pozbawiony gustu muzycznego, czemu w filmie wielokrotnie daje wyraz (zastanawiam się, jaki w oryginale był zespół tam, gdzie w dubbingu byli „Ich Troje”). Łatwo wpada w panikę, choć zmienia się to pod koniec filmu, w trakcie „akcji ratunkowej”, jak zwykle w amerykańskim filmie pod wpływem nieoczekiwanego impulsu. Jego sposób poruszania się jest znakomicie w filmie pokazany i przemawia na korzyść regularnych ćwiczeń fizycznych i ograniczonej diety. Dochodzą też postaci drugoplanowe – np. rodzina lemingów, Mroczykłuj „Joł” Kolczyzad czy kapitalny burmistrz-indyk Dożył Niedzielan (aluzja do „Myślał indyk o niedzieli…”), ale o nich nic nie powiem, bo czai się w nich potężna dawka humoru…
Jak już mowa o animacji, trudno nie spostrzec, że niektóre sceny z kosmitami są żywcem wzięte z takich filmów jak „Wojna światów”, „Bliskie spotkania trzeciego stopnia” czy „Znaki”. Doceni to jednak tylko starszy widz, w dodatku taki, który te filmy już widział.

Muzyka w filmie jest dobrana świetnie. Zwłaszcza spodobały mi się trzy rzeczy: karaoke na imprezie u Luśki, „It’s The End of the World As We Know” w scenie z latającymi talerzami oraz ratowanie świata przy dźwiękach „I Will Survive”, w szczególności to ostatnie. Ale ponieważ piosenka została przetłumaczona na polski nie dosłownie, trzeba znać oryginał, żeby w tym przypadku docenić humor autorów.

Poza wyżej wymienionym miejscem do dubbingu trudno mieć jakiekolwiek zastrzeżenia. Robił go uznany już Bartosz Wierzbięta, tłumacz m. in. „Shreka”, „Madagaskaru” i „Asteriks i Obeliks: Misja Kleopatra”. Dialogi są dowcipne i w wielu miejscach podkreślone poprzez zamianę jakiegoś amerykańskiego oryginału na polski odpowiednik (cóż może świadczyć o większym braku gustu muzycznego niż posiadanie potężnego zbioru płyt zespołu Ich Troje?).
Kilka cytatów:
„Zagłada! Wszyscy do schronów, dzieci, starcy, kobiety! Wszyscy padnij, nogami w stronę epicentrum!”
„I tu jest pies pogrzebany! Jedyne sensowne rozwiązanie to odgrzebać tego psa i zrobić sekcję!”
„Ale w sensie, że kto?”
„Jestem najsłabszym ogniwem, przeze mnie zginiecie, wyrzućcie mnie za burtę, póki jeszcze czas! Zostawcie mi trochę amunicji, resztkę wody… i jak macie, to chipsy też…”
„Im chodzi o szynkę, przybyli po szynkę!”
„No właśnie! Ale tak w sumie to ja się nie dziwię, że miał pan wątpliwości!”
„Piotrusiu, ty mówisz do mnie przez mikrofon?!”

Jest jeszcze jedna kwestia, zwłaszcza jeśli chodzi o młodsze dzieci – kosmici są po prostu najzwyczajniej w świecie straszni. Przykład mojej 6-letniej siostry potwierdza jednak, że są straszni tylko do momentu, kiedy się dowiadujemy, że są równie roztrzepani jak Ziemianie (czyli – jeśli ktoś film oglądał – do pierwszego odlotu z Ziemi)…

Ogólne wrazenia? Film jest nierówny. Niektóre sceny są tak schematyczne, że trudno uwierzyć („Jeśli ktoś ma trzy szanse, na pewno dwie pierwsze spartoli, ale uda mu się przy ostatniej”, „Jeśli ktoś będzie chciał dokonać jakiegoś wyczynu, na który nie ma szans, ale się zaweźmie i będzie ambitny, to go dokona o włos”), ale jest to do wybaczenia, bo bez happy endu ciężar emocjonalny filmu byłby nie do udźwignięcia dla nieco młodszych widzów. Tym, co naprawdę w tym filmie razi, jest – jak zwykle u Disneya – potężna dawka dydaktyzmu. „Rodzicu, rozmawiaj z dzieckiem!” – zdaje się mówić cały film, dodatkowo utrzymując te kazania w duchu rad przekazywaną przez czasopisma polecane przez „Paszteciarę”, co jeszcze bardziej irytuje. (Trudno zresztą dziwić się ojcu Kurczaka, że nie zawsze rozumie, o co synowi chodzi – ten ostatni w chwilach zdenerwowania wyraża się tak nieskładnie, że trudno odpowiedzieć inaczej niż „Co?”.) Jeśli jednak ktoś jest w stanie potraktować to z przymrużeniem oka i wrzucić na luz, bez trudu dotrwa do finału, który jest moim zdaniem jednym z najśmieszniejszych, jakie kiedykolwiek oglądałem w filmach Disneya. Ponieważ nie powinno się zaczynać opowiadania kawału od pointy, więc go nie zdradzę.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: