Trochę żartów…

Kto nie ma szczęścia w kartach – ten nie ma pieniędzy na miłość!
Nie pij gdy prowadzisz! Za dużo się wylewa…
Kac morderca …nie zna serca…
Niedaleko pada Polak od jabola.
Znacie to spojrzenie, które rzuca wam kobieta, kiedy ma ochotę na seks? …Ja też nie.
Mężczyznę można „wykastrować” jednym zdaniem: Wolę, abyś był moim przyjacielem niż kochankiem.
Kobiety umieją udawać orgazmy. Za to mężczyźni potrafią udawać całe związki.
Lepiej nie odzywać się wcale i tylko wydawać się głupim, niż odezwać się i rozwiać wszelkie wątpliwości – Mark Twain.
Do upartych ludzi nic nie przemówi … to tak jakby przekonywać papieża, że Boga nie ma.
Nie bierz życia na serio – i tak nie wyjdziesz z niego żywy …
Mężczyźni powinni kobietom jak najczęściej mówić komplementy. Kosztują o wiele mniej niż kwiaty, a sprawiają im tę samą przyjemność.
Gdy kobiety poddają się samokrytyce, znajdują w sobie wspaniałe wady.
Adam – pierwszy pantoflarz, a zarazem szczęśliwiec, który nie miał teściowej.
„A z pocałunkeim to jeszcze poczekamy” – powiedział królewicz schodząc ze śpiącej królewny.

Szczyt bezpłodności: 30 lat stosunków z ZSRR.
Szczyt roztargnienia: Założyć hełm na lewą stronę.
Szczyt cierpliwości: Puścić pawia przez słomkę.
Szczyt odwagi: Zjechać z dziesiątego pietra gołą d**ą na brzytwie i jajami hamować na zakrętach.
Szczyt ignorancji: Prezerwatywy robione na drutach.
Szczyt nieufności: Wwiercić się w rurociąg Przyjaźni i patrzeć, w którą stronę ropa płynie.
Szczyt siły: Tak ścisnąć złotówkę, żeby się orzełek zes**ł.
Szczyt elegancji: Wyskoczyć z okna na ostatnim piętrze, a widząc w locie sąsiadkę poprawić krawat.
Szczyt sadyzmu: Przestraszyć strusia na betonie.
Szczyt masochizmu: Zjechać gołą d**ą po nieheblowanej desce do wanny pełnej spirytusu.
Szczyt skąpstwa: Znaleźć plaster na odciski i kupić sobie buty o numer mniejsze.
Szczyt bezczelności: Zapytać się powodzianina: – Jak się panu powodzi? Czy się panu nie przelewa?
Szczyt lenistwa: Położyć się na dziewczynie i czekać na trzęsienie ziemi.
Szczyt siły przepony: Tak dmuchać baranowi w tyłek żeby mu się rogi wyprostowały.
Szczyt bezrobocia: Pajęczyna między nogami prostytutki.
Szczyt hałasu: Dwa kościotrupy pier*.* się na blaszanym dachu.
Szczyt wytrzymałości: Wsadzić ch… w kontakt i czekać aż sie jaja zaświecą.
Szczyt dyskomfortu psychicznego: Lecieć samolotem obok pasażera czytającego Koran.
Szczyt głupoty: Kupić portfel za ostatnie pieniądze.
Szczyt grzeczności: Wyskoczyć z okna zamykając je za sobą.
Szczyt suszy: Kiedy drzewa chodzą za psami.
Szczyt rasizmu: Pić whisky Black & White w dwóch oddzielnych szklankach.
Szczyt marzeń Polaków lat 70-tych: Wdowa po Jaroszewiczu mówi do żony konającego Jabłońskiego, ze Gierek zginął, jadąc na pogrzeb Breżniewa.
Szczyt patologii ideologicznej: Członek z ramienia wysunięty na czoło.
Szczyt perswazji: wytłumaczyć kobiecie, ze najlepszy jest mały i miękki bo nie gniecie.
Szczyt odwagi: Przejść się w turbanie po Manhattanie.
Szczyt celności: Zes… się w stringi.
Szczyt bólu: Zgwałcić jeża w ulu.
Szczyt szczytów: G… na Mont Everest.
Szczyt ironii losu: Umrzeć z pragnienia na pustyni mając wodę w kolanach.
Szczyt techniki: Żreć trociny i s**ć deskami.
Szczyt złośliwości: Zepchnąć teściową ze schodów i zapytać „dokąd się mamusia tak spieszy?”.
Szczyt chamstwa: Narobić komuś na wycieraczkę, zapukać i poprosić o papier, a potem powiedzieć, że szorstki.
Szczyt ciemnoty: Zapalić jedną zapałkę, a potem drugą, aby zobaczyć, czy ta pierwsza się pali.
Szczyt fantazji: Położyć się w kałuży, wsadzić pióro w tyłek i udawać żaglówkę.
Szczyt miłości: Wylizać p***ę do kości.
Szczyt optymizmu: Dwaj homoseksualiści kupujący wózek dziecięcy.
Szczyt pecha: Przepłynąć całe morze i utonąć trzy metry od brzegu.
Szczyt pijaństwa: Spić tak ślimaka, żeby do domu nie trafił.
Szczyt szybkości: Wystawić d… przez okno na dziesiątym piętrze i zbiec na dół tak szybko, żeby ją jeszcze tam zobaczyć.
Szczyt pornografii: Fidel jedzący banana.
Szczyt zręczności: W rękawicy bokserskiej chwycić komara za lewe jajo.

– Do czego strzela żołnierz?
– Żołnierz strzela do ostatniego naboju.

– Ilolita jest lufa?
– Lufa jest jednolita.

– Od kiedy żołnierz może używać broni?
– Od wtedy, gdy Bronia skończy 16 lat.

– Co żołnierz je?
– Żołnierz je obrońca ojczyzny.

– Po co żołnierz ma płaszcz?
– Po kolana.

– Co ma żołnierz pod łóżkiem?
– Posprzątać.

– A co ma żołnierz w szafce?
– Porządek.

– Co żołnierz ma w spodniach?
– Żołnierz ma w spodniach chodzić.

– Co powinien zrobić żołnierz, będąc w składzie amunicji, kiedy wybuchnie pożar?
– Powinien wylecieć w powietrze!

– Czym żołnierz myje zęby?
– Żołnierz myje zęby czym prędzej.

Szeregowemu Kowalskiemu zmarła matka. Kapitan zleca kapralowi, by w jakiś delikatny sposób przekazał smutną wieść żołnierzowi. Kapral robi zbiórkę plutonu. – Szeregowi, którym zmarła matka… trzy kroki wystąp! Wystąpiło kilku. – Szeregowy Kowalski, dwa dni paki za niewykonanie rozkazu!

Na zajęciach z balistyki major oblicza wartość sinusa kąta nachylenia działa, otrzymując 2.5. Zaintrygowany szeregowy protestuje – major po krótkim namyśle odpowiada: – Sinus kąta w warunkach bojowych osiąga wyższe wartości!

Komisja wojskowa.
– Do you speak English?
– Hee?
– Następny! Do you speak English?
– Hee?
– Następny! Do you speak English?
– Yes, I do!
– Hee?

Komisja poborowa. Chłopak z trudem odczytuje z tablicy największą literę. Lekarz decyduje:
– Zdolny do walki z czołgami.

Komisja wojskowa.
– Widzicie tę literę?
Kandydat mruży oczy, wytęża wzrok.
– Nie…
– A tę?
Kandydat po raz drugi mruży oczy.
– Nie…
– A widzicie w ogóle jakąś tablicę?
Kandydat patrzy z całej siły.
– Nie…
– I bardzo dobrze, nic tam nie ma! Zdolny!

– Z czego zrobiona jest lufa karabinu?
– Ze stali.
– Dobrze. A z czego zrobiony jest zamek karabinu?
– Też ze stali.
– Źle.
– Dlaczego źle?
– Spójrzcie sami, szeregowy, co tu w książce napisali: „Zamek zrobiony jest z tego samego materiału”.

Odbywa się szkolenie. Kaprala daje komendę:
– Maski założyć!
– Maski zdjąć!
– Maski założyć!
– Maski zdjąć! Kowalski, dlaczego nie zdjąłeś maski?
– Zdjąłem, obywatelu kapralu!
– Ale morda…

Żołnierz będąc na przepustce odwiedza dziewczynę.
– A może bym ci powiedział dobry dowcip?
– Dobrze. Ale obiecaj, że jeśli będzie jakieś brzydkie słowo, to zamiast niego powiesz: „bum”.
– Bum, bum, bum, bum, bum…

Pulkownik do majora:
– Jutro o 9:00 nastąpi zaćmienie Słońca, co nie zdarza się każdego dnia. Niech wszyscy żołnierze wyjdą na plac ćwiczeń, będę im udzielał wyjaśnień. W razie deszczu, ponieważ i tak nic nic nie będzie widać, proszę zebrać ludzi w sali gimnastycznej.
Major do kapitana:
– Na rozkaz pułkownika jutro o godzinie 9:00 rano odbędzie się uroczyste zaćmienie Słońca. Jeśli zajdzie konieczność deszczu, pan pułkownik wyda w sali gimnastycznej oddzielny rozkaz, co nie zdarza się każdego dnia.
Kapitan do porucznika:
– Na rozkaz pułkownika jutro o 9:00 nastąpi zaćmienie Słońca. W razie deszczu zaćmienie odbędzie się w sali gimnastycznej, co nie zdarza się każdego dnia.
Porucznik do sierżanta:
– Jutro o 9:00 pułkownik zaćmi Słońce na sali gimnastycznej, co nie zdarza się każdego dnia.
Sierżant do kaprala:
– Jutro o 9:00 nastąpi zaćmienie pułkownika z powodu Słońca. Jeżeli na sali gimnastycznej będzie padał deszcz, co nie zdarza się każdego dnia, zebrać wszystkich na plac ćwiczeń.
Dwaj szeregowi pomiędzy sobą:
– Zdaje się, ze jutro będzie padał deszcz. Słońce zaćmi pułkownika na sali gimnastycznej. Nie wiadomo dlaczego nie zdarza się to każdego dnia…

– Szeregowy! Czy wy jesteście w wojsku szczęśliwi?
– Tak jest!
– A co będziecie robić w cywilu?
– Będę jeszcze bardziej szczęśliwy!

Gdy świat przestanie się zbroić,
A w wojsku zabraknie etatów,
Armaty oddamy do hut,
A trepów do domu wariatów.

Był rok 1943. Spory konwój przemierzał wody północnego Atlantyku w drodze do Murmańska. Była jasna, księżycowa noc. Na mostku polskiego statku, kapitan wzywa bosmana i rzecze:
– Widzicie, bosmanie, ten ląd trzy mile na prawej burcie? Właśnie U-boot wystrzelił torpedę. Idziemy w ciasnym szyku bez możliwości manewru. Według moich obliczeń, torpeda ta trafi nas za pięć minut. Zejdźcie do załogi i przygotujcie marynarzy do opuszczenia statku. Nie ma dla nas ratunku.
Bosman, nie dyskutując, czym prędzej ruszył w głąb parowca by wykonać rozkaz. Ale że był osobnikiem nie pozbawionym humoru, a przy tym chłop jak niedźwiedź, postanowił obrócić całą sprawę w żart. Wszedł do pomieszczeń załogi, zebrał marynarzy i rzecze:
– Widzicie, chłopcy, ten stołek tutaj? Jak zaraz pier***nę w niego, to cały statek w drebiezgi pójdzie!!!
Marynarze, acz doskonale wiedzieli o mitycznej wręcz sile bosmana, tym razem wybuchnęli śmiechem, kiwając głowami z niedowierzaniem. Rozeźlił się bosman okrutnie i jak nie wrzaśnie:
– To się załóżcie, gnojki jedne, jak żeście tacy pewni, a w międzyczasie zakładać kamizelki ratunkowe.
Rozweseleni marynarze zaczęli zbierać pulę zakładu, zakładając przy okazji kapoki. Bosman odczekał chwilę, spojrzał na zegarek, zamachnął się z całej siły, walnął i ŁUP!!! Statek poszedł w drzazgi!
Po kilku minutach, już w wodzie, podpływa do bosmana kapitan, cały szary z przerażenia. – Na Boga, bosmanie, co się stało? Torpeda minęła statek za rufą!!!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: