Kółeczko 13-16.07.2007 – relacja

W piątek 13 lipca postanowiłem wyruszyć na kółeczko. Nie przejmowałem się datą, bo od dziecka nie byłem przesądny. Od czego zacząć? Ano, trzeba kupić bilet turystyczny na 1 klasę (80 zł). Wprawdzie pierwotnie plan zakładał wyruszenie o 21.58 pociągiem do Słupska, ale ja wolałem zyskać 4 godziny zwiedzania Poznania, a do pociągu wsiąść dopiero o 00.28. I tak też się stało…

„Mind the Gap” po polsku. Gdyby we Wrocławiu wprowadzono tabor „EW” (bez schodków pod dzwiami), pasażerowie musieliby pokonywać półmetrowy stopień… A „Mind the Gap” to słynny zwrot z londyńskiego metra, znaczący dosłownie „Uważaj na odstęp” – chodzi o odstęp pomiędzy drzwiami i krawędzią peronową.


Pośpieszny „Gorzowiak” ładuje się z hukiem i szumem na tor przy peronie… cholera, zapomniałem ;>

I wtedy doświadczyłem po raz pierwszy luksusu pierwszej klasy. Rozkładane siedzenia, możliwość wygodnego rozparcia się, wygoda, luksus… ogólnie Elegancja-Francja ;).
Oto i jestem w Poznaniu:

Dworzec w Poznaniu.


Mój pociąg widoczny z Mostu Dworcowego.

A co robiłem w Poznaniu? Głupie pytanie. Jaka jest pierwsza rzecz, którą należy zwiedzić w mieście, do którego się przyjeżdża? Oczywiście, miejski system komunikacyjny! A w Poznaniu jest co zwiedzać…

Siemens Combino („combinerki”) nadjeżdża na przystanek, na którym się znajduję.

Oczywiście, nie mogłem przepuścić trasie Poznańskiego Szybkiego Tramwaju, która kończy się na pętli Jana III Sobieskiego. Faktycznie szybki, cholernik, jest… Takie niskobudżetowe metro. Błyskawicznie łączy centrum miasta z odległymi osiedlami.

Już inne combinerki na pętki Jana III Sobieskiego.


Tatra RT6N1 insajd, czyli wewśrodku.

Przejechałem się Siemensem Combino, Tatrą RT6N1, Konstalem 105Na (takim zwyczajnym…), „Helmutem” (niemieckim GT6) oraz „Holendrem” (3G), czyli praktycznie wszystkimi rodzajami tramwajów jeżdżących po Poznaniu.
W miarę, jak tramwaje jeździły coraz rzadziej, postanowiłem zobaczyć też inne zakamarki Poznania…

Centrum handlowe „Stary Browar”.

…a na kańcu dworzec 🙂

SA132 do Wągrowca czeka na sygnał do odjazdu.

Wreszcie przyszła godzina 00.28 i podjechał pociąg do Łeby, którym miałem pojechać do Słupska. Niestety, był on dość zatłoczony (dobrze, że miałem bilet na 1 klasę), a towarzystwo w przedziale było palące, a właściwie kopcące jak kominy. Niestety, było to jedyne wolne miejsce… Zabezpieczyłem więc plecak (linką do roweru) i zasnąłem snem sprawiedliwego, w czym duża zasługa dwóch „Żubrów”. I spałem do Słupska…

Już w Słupsku, mój pociąg zaraz odjedzie.



„Droga dla niepełnosprawnych” przegrodzona szlabanem. Ciekawe, ilu niepełnosprawnych inwalidów posłało do tej pory pod adresem PKP „bukiet serdecznych życzeń” 🙂


Szybki Kibel Miejski za chwilę ulotni się do Gdańska.

Pora na mały spacerek po Słupsku. Ostatni raz byłem w tym mieście w 1994 roku, jako kilkulatek. Było jednak wcześnie rano, więc mój organizm znajdował się na granicy utraty zdolności funkcjonowania. Sam budynek dworca wydawał mi się niezwykle nowoczesny. Ten wyjazd pozwolił mi zweryfikować moje wyobrażenia o tym miejscu – budynek dworca, ukończony w 1991 roku, ma już swoje lata i niestety widać po nim niezbyt wielką dbałość o niego. Np. poczekalnia, która znajdowała się na piętrze, została wynajęta na park rozrywki dla dzieci. A szkoda, bo był z niej ładny widok na tory… W samym mieście zlikwidowano trolejbusy, zastępując je autobusami.

Zdjęcie wykonano 14.07.2007, 06.00. Słupsk o tej porze jest jeszcze wczorajszy 🙂


Jedyny tramwaj w Słupsku. Niejeżdżący i przerobiony na kafeję.


Zanim ludzie się obudzą, w Słupsku rządzą mewy.


Baszta Czarownic. Służy tym samym celom, co podobny eksperyment architektoniczny we Wrocławiu, na pl. Nankiera – jako galeria sztuki.


Czas wracać. Dworzec PKP w Słupsku od frontu.


Pociąg osobowy do Szczecinka przez Miastko. Co oni tak zdrabniają? 😉

Tymczasem przyjechał mój pociąg – pośp. „Gryf” Szczecin Główny – Suwałki. Oczywiście zabrałem się 1. klasą 🙂
Najważniejsze obiekty, których nie zdjąłem na jego trasie, to:

  • Most Lisewski na Wiśle w Tczewie, zawierający wiele oryginalnych rozwiązań konstrukcyjnych,
  • zamek w Malborku, który widać z pociągu rewelacyjnie (przejeżdża się koło niego).


„Stacja Czeff. Stacja Czeff :)”


Stacja w Tczewie, przejście nadziemne. Jedyne w swoim rodzaju 🙂

W Tczewie złapaliśmy 15 minut opóźnienia, oczekując na skomunikowanie z dwoma opóźnionymi pociągami. Niestety, wlokło się ono za nami do końca. A nawet rosło, gdyż linia Olsztyn – Korsze – Ełk jest jednotorowa i opóźnienie rozwalało nam mijanki. Z tego powodu złapaliśmy jeszcze 15 minut w Czerwonce i następne 15 minut w Tołkinach, gdzie planowo się nie zatrzymywaliśmy.

Olsztyn Główny, pociąg do… nie wiem, dokąd 🙂


Droga wolna!


Korsze, zmiana lokomotywy. Spalinówki niestety nie uwieczniłem.

Zaczynają się Mazury – Kraina Tysiąca Jezior, Jeziorek, Bajor, Stawów, Stawików, Oczek Wodnych i Kałuż.

Potwierdzenie tej tezy.



Jezioro w Giżycku. Dużo żaglówek na nim było.


Jakby ktoś miał wątpliwości, co to za miejsce…


A to znowuż nazwa zdrobniała…


OWTS!!!

W końcu dojechałem do Ełku. Kupiłem bułki w piekarni przy dworcu i szybko z powrotem, bo mi pociąg powrotny ucieknie…

Ełk, dworzec PKP. Zwraca uwagę charakterystyczny napis „PKPE”.


Szynobus do Olsztyna. Niestety, ze względu na przejście podziemne, niemożliwym było wykonanie lepszego zdjęcia.

Zapakowałem się do szynobusu SA106-007, widocznego na zdjęciu, po czym ruszyliśmy. Nawet nieźle się jechało, z dużym przyspieszeniem i szybko.

Mijanka z innym SA106 w Orzyszu. Doczepianie wagonów do szynobusów to w warmińsko-mazurskiem i kujawsko-pomorskiem to dość powszednia praktyka.


Szynobus SA106 insajd.


Kolejne bajoro…


Jeden z mniejszych zbiorników wodnych na Mazurach 🙂


Stacja Mikołajki. Tu szynobusik zaczął się wypełniać podróżnymi, którzy zazwyczaj przejeżdżali 20-30 kilometrów do kolejnego jeziora, często z rowerami.


Here the country begins…


W niewielu miejscach w Polsce napowietrzna kolejowa łączność teletechniczna miała szansę przetrwać na tyle długo, aby doczekać się betonowych słupów. Na większości linii zniknęła jeszcze mając słupy drewniane. Ale Mazury to inny świat…


Szynobus odpoczywa już w Olsztynie.

Na stacji Olsztyn Główny spotkałem dwie byłe koleżanki ze szkoły, które z trudem próbowały zapanować nad stadem powierzonych im pod opiekę dzieciaków. Były zmordowane, wracały bowiem z pola Bitwy pod Grunwaldem i ze zlotu, gdzie przez tydzień lało. Okazało się, że jechaliśmy tym samym pociągiem, choć w różnych wagonach. Pomogłem im załadować się do pociągu (poszło błyskawicznie) i wrzucić bagaże na górną półkę. One jechały częścią do Wrocławia, ja do Lublina (pociąg rozłączano w Iławie Głównej). Przeszedłem więc do części lubelskiej, żegnając się z nimi wylewnie. Tradycyjne dwa Żubry pomogły mi zapaść w głęboki sen jeszcze przed Iławą. Spałoby mi się dobrze, gdyby nie to, że kontrolowano mi bilet co godzinę…

Już w Lublinie, lokomotywa ciągnąca mój pociąg manewruje do lokomotywowni.



Dworzec w Lublinie, wyremontowany hol.


Tenże budynek od frontu.

W Lublinie po raz pierwszy w życiu zetknąłem się z ekstremistycznymi, „moherowymi” poglądami. Mianowicie siedzący koło mnie i oczekujący na trolejbus dziadek i babcia (na oko po 70 lat) rozmawiali głośno o tym, jak to źli liberałowie i Żydzi zniszczyli nasz kraj i jak to kaczory robią z tym porządek. Pasażerowie zaczęli się od nich dyskretnie odsuwać… Ciekawe, czemu ludzi o takich poglądach spotkałem akurat w Lublinie?
Ostrzegano mnie, że na Lubelszczyźnie nie brakuje busów. Faktycznie, wystarczy wyjść z dworca, żeby się na nie nadziać…


Pierwsze lubelskie busy, jakie zobaczyłem.

Na szczęście Lublin jest także dużym węzłem kolejowym. I ma trolejbusy, których nie spotyka się we Wrocławiu, Warszawie czy na Górnym Śląsku. Oto dwa z nich, oczekujące na rozpoczęcie pracy:

Pierwsze trolejbusy, jakie spotkałem w Lublinie.


A tym się zabrałem 🙂


Jeszcze jeden trolejbus, tym razem fotka marniejszej jakości.

Lublin jest bardzo ładnym miastem, tylko trochę zaniedbanym. Na starówce jest dużo sypiących się kamienic.

Lubelski Plac Wolności.


Fontanna działająca na guzik :). Kozioł jest w herbie Lublina. Maskotką Lublina jest Koziutek (Ziutek to potoczna nazwa lubelskiego zabytkowego trolejbusu).


Całkiem przyjemny placyk na Starym Mieście.


Takoż 🙂 . Taki widok wpadł mi w oko przy zejściu z mostu łączącego Stare Miasto z Zamkiem. Zamku nie zdjąłem – był pod słońce.

Komunikacja w Lublinie jest urządzona w sposób jedyny w swoim rodzaju. Liczba podmiejskich połączeń kolejowych i autobusowych jest niewielka i korzysta z niej mała liczba osób (z dalekobieżnymi jest lepiej). Natomiast prym wiodą tam BUSY.
Czekając na autobus, przeżyłem nie lada szok. W pewnym momencie w wyraźnie niecnych zamiarach na przystanek podjechał bus. Gdy zbliżył się na kilka metrów, okazało się, że za jego szybą leży dykta z numerem jednej z linii miejskich. Stanął, a pasażerowie czekający na autobus miejski najnormalniej w świecie wsiadali do środka, dając kierowcy po złotówce. Po chwili bus odjechał, a ja zostałem na przystanku ze szczęką na ziemi. Byłem tak zaskoczony, że zapomniałem zdjąć to niezwykłe zjawisko!
Potem, uważnie studiując rozkład jazdy, przekonałem się, że niektóre kursy są oznaczone „realizowany przez komunikację prywatną”. I to są właśnie takie busy, jeżdżące po zwykłych liniach miejskich i wożące pasażerów po złotówce (zwykły bilet ulgowy kosztuje 1,30 zł).

Dworce w Lublinie (oprócz kolejowego): autobusowy…


…i busowe: Ruska Skarpa (to takie tandetnie przyklejone to są rozkłady jazdy)…


…i Nadstawna. On jest stosunkowo najbardziej cywilizowany z nich wszystkich, są tu ławki i wiaty.

Ponieważ nie było niczego innego, do Zamościa musiałem wybrać się busem. Uznałem, że trzeba poznawać ciekawostki zwiedzanych regionów, a busy się do nich zaliczają 🙂 . Toteż bez żalu zapakowałem się do „SuperTransa”. Bus był bez klimy i bez otwieranych okien, więc był piekarnikiem na kółkach. A raczej byłby, gdyby nie klapa w dachu, która w stopniu wystarczającym wpuszczała powietrze. Nie potrafiła ona jednak zaradzić ciasnocie. Przede wszystkim we wnętrzu było niezwykle nisko, a szerokość siedzenia była zdecydowanie za mała w stosunku do mojej wielkiej d…y, nie wspominając o miejscu na nogi… Poza tym lubelskie drogi to łata na łacie i łatą pogania, więc wszyscy pasażerowie podskakiwali pod sufit. W Zamościu zaś dworzec kolejowy był po przeciwnej stronie miasta niż parking dla busów (wyglądający zdecydowanie mniej profesjonalnie niż ten na Nadstawnej w Lublinie), co stało się przyczyną pewnego przykrego wydarzenia. Ale po kolei…
W miejscu, gdzie parkują busy, Zamość wygląda jak skrzyżowanie blokowiska z osiedlem willowym. Dopiero zbliżywszy się do starówki, odkrywamy piękno tego niezwykłego miasta. Polecam. Naprawdę szczęka opada!

Potężne mury obronne Zamościa.


Kościół przy wejściu na zamojską starówkę.


Rynek w Zamościu. Szczęka opada!


Piękne kamieniczki na zamojskim rynku.


Trwa kompleksowa restauracja zamojskiej starówki. Kto dał na to kasę?


Oczywiście, Nasza Kochana Dojna Krowa, czyli Unia Europejska 🙂

Po kompleksowym zdjęciu starówki udałem się w kierunku dworca kolejowego. Niestety, zmyliłem drogę…

Siedziba Zakładu Linii Kolejowych w Zamościu. Se gmaszysko walnęli 😉


Myślałem, że stacje benzynowe z takim znaczkiem dawno wymarły…


Widok na zamojską stację od strony przejazdu kolejowego. Na powiększeniu wyraźnie widać podniesiony semafor i ludzi wsiadających do pociągu. Ja też tam powinienem być 😦


Pociąg mi zwiał, ale ja jeszcze dla porządku zdjąłem stację.

Ponieważ następny pociąg z Zamościa był dopiero po 16, uznałem, że trzeba wrócić jakimś innym środkiem transportu do najbliższego cywilizowanego miejsca. Niestety, oznaczało to powrót busem do Lublina 😦 . Jeszcze raz więc podskoki pod sufit, wytłuczony tyłek, gniecenie d..y na za ciasnym dla niej miejscu…
Z Lublina mogłem niestety wrócić tylko z przesiadką: najpierw do Krakowa bądź Katowic, potem do Wrocławia „Przemyślaninem” na 3 w nocy… Cóż, trudno, jakoś się dojedzie…

Przed lubelskim dworcem… „Bez nóg”?

Do Krakowa w straszliwym skwarze dojechałem pośpiesznym „Długosz”, który do długich nie należał (część krakowska – 4 wagony).

Pociąg „Długosz” w Krakowie Głównym.

Na koniec zaś ruszyłem na zwiedzanie Krakowa i na „Żubry” 🙂

Tego pana chyba nie trzeba przedstawiać… Krakowski Barbakan.


Stary dworzec i nowa Galeria Krakowska.

W końcu walnąłem dwa „Żubry”, zapakowałem się w „Przemyślanina” i o 03.00 byłem we Wrocławiu, gdzie przewiozłem się komunikacją nocną do domu, wziąłem prysznic i poszedłem spać. Spałem do 11.
I To By Było Na Tyle.

Reklamy

Komentarzy 7 to “Kółeczko 13-16.07.2007 – relacja”

  1. JP Says:

    patrzac z perspektywy lubliniana – zajebisty opis podrozy, kawalki o komunikacji prywatnej sa najlepsze

  2. psoras Says:

    Dziękuję za pochwałę 🙂

  3. miodzio z USA Says:

    LOL

  4. Mam tutaj koło. Koło jest okrągłe… « W trąbę słonia! Says:

    […] Relacja TUTAJ […]

  5. Kółeczko 04-06.07.2008 « W trąbę słonia! Says:

    […] pierwszym pasażerem w przedziale, co okazało się nader korzystne, bo pociąg był napchany. Tradycyjnie pomogłem sobie chemicznie w zaśnięciu dwoma “Żubrami” (dla mnie dawka najzupełniej […]

  6. vertok Says:

    Trochę się spóźniłem:)). Ale dopiero teraz tu trafiłem, fajna podróż, co roku robisz takie kółka?

    Ten plac pod zamkiem to miejsce po dzielnicy żydowskiej, która w wiadomym czasie przestała istnieć.

    Co do komunikacji miejskiej ostatnio pojawiło się u nas trochę nowych solarisów i solarisów trollino [trolejbusów], te ostatnie składane w warsztatach Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego [mpk]. A nawet widziałem i jechałem scanią napędzaną etanolem [czyli hehehe wiadomo czym]. Nb. ta scania to musi być jakaś nowość bo podczas jazdy wpadł do niej jakiś młodzian i zaczął cykać fotki.

  7. psoras Says:

    Kółka robię faktycznie co rok 😉

    Nie wątpię, że w komunikacji miejskiej w Lublinie dużo się zmieniło, odkąd tam byłem. O trollinach słyszałem (swoją drogą słowo „trollino” zawsze przywodziło na myśl skrzata z baśni skandynawskich), o scanii nie. Trzeba ją pewnie dobrze pilnować, żeby paliwa nie wypili 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: