Bycie miłośnikiem kolei i komunikacji miejskiej wypacza spojrzenie na świat…
- W Trójmieście najważniejsza jest Gdynia. Gdańsk i Sopot to zwykłe przelotówki. W Gdyni jest węzeł, miejsce zmiany lokomotyw (elektryczne -> spalinowe) po drodze na Hel i lokomotywownia, a ponadto niezelektryfikowany wylot starej magistrali węglowej na Kościerzynę.
- Okej, w Gdańsku są tramwaje, ale z jednej strony tramwaje są też w Grudziądzu, a z drugiej strony Gdynia ma trolejbusy.
- Są dwa światy równoległe: zelektryfikowany i niezelektryfikowany.
- Zelektryfikowane stolice województwa warmińsko-mazurskiego to Bydgoszcz i Toruń. Niezelektryfikowane stolice województwa warmińsko-mazurskiego to Grudziądz i Chojnice.
- Najważniejszą dzielnicą Stalowej Woli jest Rozwadów.
- Najważniejszą dzielnicą Lublina są Piaski.
- Najważniejszą dzielnicą Gorlic są Zagórzany.
- Najważniejszą dzielnicą Jaworzna jest Szczakowa.
- Łomża nie istnieje.
- Pośród maszynistów pociągów towarowych z lokomotywowni w Ostrołęce krążą uporczywe plotki, jakoby Łomża istniała. Większość miłośników kolei uważa jednak, że są one dziełem osób poszukujących rozgłosu.
- Z dziejów najnowszych odkryć: Niedawno podczas okazjonalnego przejazdu linią Lublin – Łuków odkryto Parczew.
- Mazury to Kraina Tysiąca Kilometrów Linii Niezelektryfikowanych.
- Zamość leży na końcu świata.
- Podobnie Ostrołęka.
- Z Rzeszowa do Ustrzyk Dolnych jedzie się przez Jasło.
- Z Wrocławia do Warszawy najszybciej przez Poznań.
- Z Lublina do Warszawy najszybciej przez Mińsk Mazowiecki.
- Najważniejszym środkiem komunikacji w Lublinie są trolejbusy.
- Główna ulica Lublina to Doktora Męcza Majda.
- W Poznaniu obowiązkowym celem zwiedzania jest Poznański Szybki Tramwaj.
- Z Warszawy do Torunia najlepiej jechać przez Nasielsk i Sierpc.
- Koluszki, Jaworzyna Śląska, Rejowiec, Dęblin, Skarżysko Kamienna i Kędzierzyn Koźle to metropolie.
- Samochód? A co to jest?
- Mapa Polski wygląda tak.
14 czerwiec 2008 o 16:10 |
A co z Koluszkami?:D
A propos mapy. Ciągle widać te zabory w każdym najmniejszym bzdecie. I w sieci kolejowej i w wynikach matury i nie-wiadomo-czym-jeszcze
psoras>Najważniejszym środkiem komunikacji w Lublinie są trolejbusy.
psoras>W Gdyni jest węzeł, miejsce zmiany lokomotyw (elektryczne -> spalinowe) po drodze na Hel
Gdynia-Hel moja ulubiona trasa. Tylko że zwykle szybko wysiadam, już we Władysławowie:DD
psoras>Doktora Męcza Majda.
ROTFL.
14 czerwiec 2008 o 19:58 |
vertok> A co z Koluszkami?
Ooo, właśnie, dzięki za przypomnienie. Już dorzucam parę kwiatków
vertok> A propos mapy. Ciągle widać te zabory w każdym najmniejszym bzdecie. I w sieci kolejowej i w wynikach matury i nie-wiadomo-czym-jeszcze
W sieci kolejowej, przynajmniej według mnie, szczególnie. W czasach, kiedy jedynym nieszynowym środkiem transportu była furmanka, koleje budował każdy, kto miał na to kasę. Widać od razu po spojrzeniu na mapę, że najmniej kasy miała Rosja. W 1848 roku w całej Rosji było 382 km linii kolejowych, z czego na ziemiach polskich 328 (Warszawa – Sosnowiec z odnogą Skierniewice – Łowicz). Wciąż jeszcze zdarzają się takie absurdy, jak wielkie stacje z ogromnymi parowozowniami (lub ich pozostałościami) w szczerym polu, kiedyś będące stacjami granicznymi (Sierpc, Działdowo). No i brak sensownego połączenia z Wrocławia do Warszawy (linia przez Ostrów Wielkopolski, Kalisz, Łódź Kaliską była “posklejana” z odcinków wielu linii kolejowych, często lokalnych).
vertok>
Najwolniejszym też.
Wiem, byłem
Te zakręty na 5 km/h to jakieś nieporozumienie. Za to pod górkę nie mają sobie równych pośród środków komunikacji zbiorowej. Co ciekawe, w Gdyni dasię budować szybsze skręty dla trajtów (są w paru najruchliwszych miejscach).
vertok> Gdynia-Hel moja ulubiona trasa. Tylko że zwykle szybko wysiadam, już we Władysławowie:DD
Władysławowo… Kultowa stacja. To tam mają wejście do kibla dla niepełnosprawnych przez okienko
14 czerwiec 2008 o 20:17 |
psoras>W 1848 roku w całej Rosji było 382 km linii kolejowych, z czego na ziemiach polskich 328
Dziękować Panu w Niebiesiech, że w tym całym nieszczęściu okazaliśmy się awangardą Imperium;)
psoras>No i brak sensownego połączenia z Wrocławia do Warszawy
A to już wina chyba Polnische Wirtschaft żeby przez 60 lat z dokładką nie dorobić się czegoś tak oczywistego.
psoras>To tam mają wejście do kibla dla niepełnosprawnych przez okienko
Cholercia tyle razy tam wysiadalem i nie zwrociłem na to uwagi, może w lecie tam będę i zobaczę to kuriozum.
14 czerwiec 2008 o 20:34 |
vertok> A to już wina chyba Polnische Wirtschaft żeby przez 60 lat z dokładką nie dorobić się czegoś tak oczywistego.
Bezpośredni pociąg był. Połączono kilka kawałków linii kolejowych różnego wieku i rodzaju i wyszło z tego coś na kształt linii kolejowej. Tylko że pośród tych kawałków były i takie, na których ze względu na ostrze zakręty obowiązywała prędkość maksymalna 60 km/h. Wyprostować niedałosię (bo stodoła na drodze itede). I za każdym razem, kiedy pociąg przejeżdżał z jednej linii na drugą, musiał zwalniać na zwrotnicach do 40 km/h. Od razu dodam, że istnieją też zwrotnice na 60 i 100 km/h
Widać już wtedy na pekapie niedałosię.
Natomiast po 1989, kiedy linia przez Łódź zaczęła popadać w ruinę po tym, jak priorytetem dla wszystkich kolejnych rządów okazała się być budowa autostrad (które dziwnym trafem nie powstają), a jednocześnie częściowo wyremontowano linię Warszawa – Poznań (na 160 km/h, ze środków PHARE ofkorz, bo sami byśmy w życiu się na to nie zdecydowali), nagle przez Poznań zaczęło być szybciej. Teraz Poznań jest w remoncie, wiele odcinków tymczasowo jednotorowych rozwala rozkłady, no i nagle zaczęło być szybciej przez Katowice, Zawiercie i Gosiewo (Włoszczowę Pn.) oraz Centralną Magistralę Kolejową (160 km/h)
Z Gosiewem też niezły szpas był – moi koledzy ze szkoły (PO) byli przekonani, że tam w ogóle nową linię wybudowano. A tymczasem w środowisku miłośników kolei (też w większości antykaczyści) mówiło się, że Gosiu po prostu podniósł na liście priorytetów o kilkadziesiąt pozycji stacyjkę, która i tak miała być remontowana (przypomnijmy: zbudowano 1, słownie: JEDEN peron o najtańszej, standardowej konstrukcji – i tyle z kasy państwowej, resztę z tych słynnych trzech milionów wziął na siebie lokalny samorząd)