Archiwum z marzec, 2008

W moich snach wciąż Warszawa…

28 marzec 2008

Choć mieszkam na stałe we Wrocławiu, bardzo lubię Warszawę. I to nie tylko, że mieszkają tam moja babka i ciotka. Nie tylko dlatego, bo się tam urodziłem (zresztą wyprowadziłem się mając 2 lata). Nie tylko dlatego, bo jako jedyne w Polsce na często kursującą kolej miejską (metro), najważniejszy w Polsce przystanek osobowy (Warszawa Śródmieście) oraz nowoczesny podziemny dworzec (już słyszę te głosy protestu: “Centralny nowoczesny? Byś się nie wygłupiał!” A tymczasem gdyby go zwyczajnie wyszorować i pogonić stamtąd meneli, mielibyśmy dumę Warszawy). Nie tylko dlatego, bo jest tam największa w Polsce sieć tramwajowa, po której kursują niespotykane nigdzie indziej wagony 13N. Także dlatego, bo miasto mi się zwyczajnie PODOBA.
Jeśli ktoś tam był i miasto mu się nie spodobało… de gustibus est non disputantum.

Okazją do odwiedzin w moim ukochanym mieście były imieniny ciotki Beaty (8 marca). Jak zwykle rodzinka wcisnęła się w pięć osób w naszą skodę fabię, ja zaś dzień wcześniej o 5 rano pojechałem sobie wygodnie pociągiem IC Fredro do Warszawy.


Dworzec w Lesznie. Zdjęcie zrobione po drodze, dla wprawy.

W Warszawie wysiadłem (gdzieżby indziej?) na Dworcu Centralnym. Wyposażony on jest w przejścia podziemne rozgałęziające się na wszystkie strony: do p. o. Śródmieście, do dworca WKD, do ul. Emilii Plater, do hotelu “Mariott”…
“[Gość hotelowy] w razie zaśpi i nie będzie miał czasu, w gaciech bez przejście będzie na dworzec szorował. Nie zaziębi się, wszystko centralnie ogrzewane”
(Wiech, Śmiech śmiechem).
Tym, którzy tam są pierwszy raz, dworzec wydaje się jakąś niesamowitą plątaniną przejść podziemnych rodem z “Powrotu na Planetę Małp”. W rzeczywistości jednak ich układ jest niezwykle prosty i przejrzysty, tak że największa ciapa połapałaby się w nim bez trudu po krótkim treningu.
Z dworca poszedłem przejściem podziemnym na pobliskie Aleje Jerozolimskie. Postanowiłem nazdejmować jak najwięcej tramwajów, których nie ma we Wrocławiu.


FPS 123N “cegłobulwa”. Pyra po poznańsku. Kolejny wysokopodłogowiec na podstawie 105Na.


Wysunięty do przodu zderzak sprawia wrażenie, jakby tramwaj robił pogardliwą minę.


105N2K, czyli stopiątka po tuningu. Produkowana w czasach, kiedy Protramowi kartofle co najwyżej śniły się po nocach. “U nos no wsi tygo ni mo” :)


W Warszawie tramwaje jeżdżą przeważnie w dwuskładach z podniesionymi obydwoma pantografami.


Ikarus pod Mariottem.


Nowoczesna tablica świetlna w ciągu Alei Jerozolimskich. Pokazuje czas do odjazdu najbliższych tramwajów. U nas we Wrocławiu podobne tablice nie działają na rondzie Reagana. Można się jednak pocieszać, że warszawskie też miały kilka falstartów :)


Tramwaj 120N produkcji bydgoskich zakładów Pesa. Ponoć w początkowym okresie eksploatacji więcej stał niż jeździł :) Ale i tak “u nos no wsi tygo ni mo”.


Osiemnastometrowa “solniczka”. “U nos no wsi tygo ni mo”. Są volva :)


Wagon 116Na/1 i interaktywana tablica. “U nos no wsi…” :)

Ostatecznie wsiadłem w tramwaj linii 25 i przyjechałem do babci i cioci, która mieszkają na Bródnie (Praga Północ). Po obedzie wyruszyłem na miasto po raz kolejny :)


Tak mniej więcej wygląda Bródno. Mnie się podoba :)


Ulica Wybrańska. Tak, to jest ulica, a nie alejka w parku :)

Dokąd jechać? Co za pytanie. Do metra, do metra!


Słupki oznaczające wejście do metra mają różną stylistykę na różnych stacjach. Z tym konkretnym mamy do czynienia na stacji Plac Wilsona.


Typowy warszawski słupek przystankowy. Ciężko już dziś trafić na oryginalne, oldschoolowe, kwadratowe (tak, kwadratowe, nie prostokątne!) metalowe tabliczki na czerwonych słupkach.


Wejście do metra na stacji Plac Wilsona.


To samo wejście od środka.


Rosyjski wagon serii 81 od środka. Prawda, że nowocześnie wygląda? :)


Wejście do stacji Centrum na tle Ściany Wschodniej.


Przystanek “Metro Centrum”. Tramwaj 120N. Tym razem udało mi się do niego wsiąść :)


Tramwaj 120N rusza z przystanku. Sfilmowałem m. in. tarczę hamulcową, kręcącą się szybciej niż koło.


Dwuskład tyrystorowych tramwajów 123N. Nim też się przejadę, a co! :P


Budynek o dość skomplikowanej historii. Najpierw mieścił się tu Dom Partii (PZPR), później zgniła, kapitalistyczna Giełda Papierów Wartościowych (Lenin się w grobie przewraca), a obecnie Centrum Finansowo-Bankowe.


Najbardziej betonowy budynek w Warszawie, pomimo, że zbudowany z cegły, czyli siedziba Grupy PKP :)


” – I takie korki, że Paryż wysiada.
- Korki faktycznie są (…). Ale od tego jest wielkomiejska arteria, ciemna maso z głębokiego terenu. W Rypinie korków nie ma, u nasz być muszą. Wiadomo, stolica!”
(Wiech, Śmiech śmiechem)
Widoczny korek ciągnął się od ul. Banacha do Janek. Miejsce rozpoczęcia korku było tu.


Pętla Okęcie. Ciekawe, czy to ktoś napawał się widokiem szyn, czy też szyny zawieziono w góry, żeby się napawały widokami :)


Hotel Novotel, dawny Forum.
“Tem nowem szwedzkiem hotelem Warszawa, jak wiadomo, zachwyca się nieznacznie. Nazywają go rozmaicie: młyn, piernik, piec, aż do kryminału włącznie.
Faktycznie, z okienek na bywszy Areszt Centralny na Danilewiczewskiej podobny. Ale to pamiętają tylko starsze warszawiacy, którzy tam troszkie siadywali. Ulica dzisiaj tamtędy leci, skwerek egzystuje i krzaczki na niem rosną.”
(Wiech,
Śmiech śmiechem)

Dzień drugi:


Węzły komunikacyjne Warszawy: skrzyżowanie ul. Piotra Wysockiego z Trasą Toruńską. To w tym miejscu zaskoczył mnie telefonem Uosiu, tylko że zrobił to dzień wcześniej.


Węzły komunikacyjne Warszawy: Żerań FSO.


Węzły komunikacyjne Warszawy: przejazd z Trasy Toruńskiej na Wisłostradę. Drżenie obiektywu determinowane przez jakość nawierzchni :)


Powiśle. Solniczka na Tamce. Tak, Warszawa ma też takie ulice :)


Fontanna Złotej Kaczki.
“Otóż z tej kaczki to był kawał cholery. Siedziała na grubej forsie, ale nie chciała jej dać nikomu na żaden dobry cel, tylko na ochlaj i rozróbkie. Jeden wojskowy, duży kozak (…) zapycha do tej kaczki po forse. A ona na to:
«I owszem, bierz, ile chcesz złota i srebra, ale pod waronkiem, że wszystko wydasz na gaz albo w inny sposób rozbradziażysz.»
No to wziął sto tysięcy złotych samemi «świnkami» [stuzłotówkami, nazywanymi tak od czerwonego koloru - PW] i poszedł, jak to mówią, «w cug». Ale wówczas taniocha była niemożebna, «Kameralnej» tyż po drodze nie było, zaczem więc wydał sto złotych, już trzy razy w mamrze siedział za zabradziażdżanie spokoju w pijanem widzie.
Ale jakoś się uporał z tą forsą i zapycha do kaczki po następną ratę. Jak szedł tak po ulicy z ostatnią «świnką» w ręku, spotkał jednego zdegenerowanego ciapciaka, przyjaciela swego. Tamten mówi, że jest taki mortusowy, że jego dzieci kit z okien z głodu wtrajają. No to żal mu się zrobiło i odpalił mu te świnkie.
«Kaczka nie kazała – myśli sobie – ale pies z nią tańcował, nie będzie drób w złoty kuper kopany wolnem nieprzymuszonem człowiekiem rządził. Zresztą, od kogo się dowie?»
Ale się zgaga dowiedziała, jak przyszedł nad to podziemne jezioro po forsę, kaczki już nie zastał, nawiała bez śladu. Miała to być podobno jakaś zaczarowana królewna, którą tylko w ten sposób można było uratować, jak się cały jej majątek na monopolowy artykuł wydało. Ten wojskowy pozostał jeszcze czas jakiś nad tą wodą. Wołał ją parę razy: «cip-cip», «taś-taś», aż koniec końców scholerował ją od ostatnich i poszedł.
Od tej pory już się więcej nie pokazała. Rzecz jasna, że się nie pokazała, bo jej w ogóle nie było. Z nudów nasze przodkowie takie drętwe gadki układali. bo nie było jeszcze wtedy telewizji ani radia, «Przekrój» tyż nie wychodził.”
(Wiech,
Śmiech śmiechem)


Nowy Świat.


Krakowskie Przedmieście. Obecnie siedziba Galerii Sztuki Muzeum Wojska Polskiego. Przed wojną był tu Fundusz Kwaterunku Wojskowego. Budowla zwana “Domem bez Kantów” zarówno ze względu na architekturę, jak i przekręty, jakie się w środku ponoć odbywały :)


Piłsudski pomiędzy Domem bez Kantów a Hotelem Europejskim.


Na przedłużeniu wzroku Marszałka – Grób Nieznanego Żołnierza.


Willa Kaczorówka :)


Jeden z najsłynniejszych widoków Warszawy – plac Zamkowy.

Po tym małym spacerku zjechałem ruchomymi schodymi na przystanek tramwajowy Trasy W-Z i tąż trasą udałem się do… a gdzieżby indziej, jeśli nie do metra. Dzień bez metra dniem straconym :)


Wejście do metra na stacji Ratusz Arsenał.


Stacja Ratusz Arsenał – peron i tor. To pomarańczowe po lewej to tzw. trzecia szyna, czyli coś, z czego pociągi czerpią prąd.


Tabliczka znamionowa w rosyjskim wagonie. “A O Mietrowagonmasz model 81-7143, 2007r., sdiełano w Rassiji”.


Rusku, mordo ty moja! :D (Stacja końcowa – Kabaty.)


Z powrotem jadę wagonem Alstom Metropolis. Oto jego wnętrze. Jeśli Rusek wyglądał nowocześnie, to co powiecie o tym? :)


Zegar słoneczny przed Pałacem Kultury. Stań na środku i zobacz, co wskaże :)


Pałac Kultury. Stoi tak w centrum Warszawy jak wielka rakieta, która nie chciała wystartować i odlecieć na wschód wraz z wychodzącymi z Polski radzieckimi wojskami. Monumentalny jak w trąbę słonia.


Dworzec Warszawa Centralna. Nie wyburzać! Umyć!


Centrum handlowe Złote Tarasy.


Ruchome schody w Złotych Tarasach. Interesujący (choć nienowy) pomysł eksponowania mechanizmów.


Złote Tarasy, widok z najwyższego poziomu.


Dworzec Warszawa Centralna, hala główna. Umyć sufit, wymienić żarówki, pogonić meneli, a będzie dworzec lepszy niż Berlin Hauptbahnhof.


Pobliski p.o. Warszawa Śródmieście. Najważniejszy przystanek osobowy w Polse (dla niekumatych: aby stacja była stacją, musi mieć przynajmniej dwa tory, połączone ze sobą zwrotnicami – inaczej jest tylko przystankiem osobowym). Niedawno przeszedł kosmetyczny remont, który daje jakieś pojęcie, jak mógłby wyglądać Dworzec Centralny po niewielkim doprawdy remonciku.


Pociąg 14Wę należący do SKM Warszawa wewśrodku.


Tenże zezewnątrz. Dyć to kibel, jeno inaczej wygląda. Stacja Warszawa Wschodnia.


Jeden z pociągów ED74 kursujących do Łodzi.


Główna hala dworca Warszawa Wschodnia.

W tym momencie zostałem odwołany do domu, gdyż rodzinka właśnie dojeżdżała do Warszawy. Wróciłem wręcz niezwłocznie do babci i cioci, której wręczyliśmy w trzech kwiaty ja, ociec i brat. Po zjedzeniu u babci znakomitego obiadu posiedziałem jeszcze trochę, po czym pojechałem na dworzec, aby wrócić pociągiem IC “Górnik” do Wrocławia.


Wagon zmodernizowany w Newagu Nowy Sącz. Jak widać, nie miałem na co narzekać :)

Na koniec: Tak, ja NAPRAWDĘ lubię to miasto. Nie zmyślam.

Nadciąga wiośnidło

9 marzec 2008

Nie lubię wiosny. Wolę zimę i tęsknię za porządnym wyżem rosyjskim. Ale jak już przychodzi, top niech jej tam będzie… Lepiej ją przyjąć, niż się na nią obrażać.

Idzie sobie wiosna, słychać świergot ptaka,
Ładna to piosenka, tylko głupia taka,
Już przyleciał bocian i w kałuży dłubie,
Mi to nie przeszkadza, dalej będzie głupiej,

Aaaaaa już jest wiosna,
Aaaaaa dłuższe dnie,
Aaaaaa kwiaty rosną,
Aaaaaa… głupie, nie?

Słońce raźniej świeci, dym się w polu snuje -
Zupełnie bez sensu, ale się rymuje,
Budzi się przyroda, już zielono wszędzie,
Bać się nie ma czego – znowu refren będzie,

Aaaaaa już jest wiosna,
Aaaaaa dłuższe dnie,
Aaaaaa kwiaty rosną,
Aaaaaa… głupie, nie?

Rozmarzają rzeki, płynie kra do morza,
Zwrotka nie najgorsza, tylko rymu nie ma,
Drzewa mają pączki, w jajkach są pisklęta,
Przyroda jak zwrotka – niedorozwinięta,

Aaaaaa już jest wiosna,
Aaaaaa dłuższe dnie,
Aaaaaa kwiaty rosną,
Aaaaaa… głupie, nie?

Wiosna jest po zimie w myśl ludowych przysłów,
Ja już nie mam zdrowia do tych idiotyzmów,
Kończy się piosenka, śniegu nie ma prawie,
Pisać głupie teksty nawet ja potrafię,

Aaaaaa…

Relacja z Radomia

5 marzec 2008

W dniach 01-02.03 wybrałem się do przyjaciół, Kuby i Patrycji, którzy mieszkają w Radomiu i chodzą do tamtejszego renomowanego liceum plastycznego.. O nich wiedziałem dość dużo, bo w końcu znaliśmy się już kopę lat. O ich mieście – prawie absosmerfnie nic. W zasadzie wszystko, co o nim wiadomo poza grupą tubylców, pochodzi ze słynnego skeczu Kabaretu “Ani Mru Mru”, gdzie Chińczyk podaje klientowi swojej restauracji zupkę chińską, wytworzoną właśnie… w Radomiu :) . Jechałem więc praktycznie na świeżo. Niestety, pogoda nie dopisała, praktycznie cały czas lało.
Ale na razie kupuję bilet turystyczny na 1 klasę za 80 zł i udaję się na peron celem wsiąścia do pociągu z Wrocławia do Lublina, Przemyśla i (w sezonie) Zakopanego. Wyciągnąłem się na rozłożonym fotelu i poszedłem spać.


Lokomotywa pociągu, którym wyjechałem z Wrocławia. Bynajmniej nie jest to ta sama lokomotywa, które dociągnęła mnie do Radomia. Tamta miała żółte czoło, była typu ET22 (a nie EP07) i znajdowała się z drugiej strony pociągu ;)

Obudziło mnie hamowanie pociągu w Skarżysku-Kamiennej. Trzy rzuty beretem od Radomia, więc dalsze spanie nie miało większego sensu. Spakowałem się więc i przygotowałem do wyjścia, dzięki czemu podczas krótkiego postoju pociągu na stacji Radom zdążyłem wprawnym, wyćwiczonym w dziesiątkach podróży ruchem otworzyć drzwi, wyskoczyć na niski peron (360 mm, podobnie jak Poznań Główny) i zamknąć drzwi za sobą.
Na peronie oczekiwali mnie już Patrycja i jej Tata. Wieeelki szacun za to, że chciało im się wstać o piątej rano tylko po to, żeby mnie odebrać :) . Rodzinnym lanosem dotarliśmy do wypasionej chaty na Firleju. Patrycja dotrzymywała mi towarzystwa do dziewiątej, kiedy to reszta rodziny się obudziła.
Muszę tu przyznać, że ugoszczony zostałem wspaniale, a kuchnia Mamy Kuby i Patrycji była rewelacyjna. Wyprzedziła mnie zresztą opinia wyjątkowego żarłoka, wobec czego zawsze byłem najedzony :) . Wspaniałe były zarówno posiłki, jak i ciasta. I nie piszę tego tylko z kurtuazji. A ziemniaki, które dostałem do pociągu, na pewno nie były niedogotowane :)


Wypasiona chata Patrycji i Kuby. Obok Patrycja, niestety po jej twarzy wyraźnie widać, że przedobrzyłem z R przy obróbce.


Stojący w pobliżu tejże chaty wiatrak. jakiegoś ekologicznie zasilanego zakładu przemysłowego. Radom miastem innowacji ;)

Radom w pigułce:
Tego samego dnia wybraliśmy się na zwiedzanie Radomia. Niestety, cały czas lało i zdjęcia zostały praktycznie ograniczone do minimum. Ale pomimo lejącego deszczu miasto mi się spodobało. Gdyby świeciło słońce, zostawiłoby zapewne niezatarte wrażenia :)


Blok, w którym poprzednio mieszkali Kuba, Patrycja i ich rodzice. W Radomiu nie ma tak popularnych w pozostałej części kraju bloków systemu OWT-67 (poziome betonowe pasy płyt na przemian z pasami okien), dzięki czemu tamtejsze bloki robią na przybyszu wrażenie niebanalnych. Na radomskich blokowiskach nie brakuje też roślinności, co zapewne latem robi niezgorsze wrażenie.


Główny deptak Radomia. Takiego wypasionego rynsztoku we Wrocku nie ma :)


Dalsza część deptaku. Znad budynków wystaje wieża fary. Widać, że niewąsko lało.


Drukarnia Trzebińskiego, jedna z najstarszych w Polsce. Rozreklamowana i po niewielkim remonciku mogłaby się stać sporą atrakcją turystyczną. Patrycja i Kuba chcieli zrobić to w ramach programu realizowano w ich szkole plastycznej. Nie wypaliło niestety, gdyż okazało się, że budynek jest własnością prywatną.


Klasztor i kościół oo. Bernardynów. Znakomicie zachowany, z unikatowym w skali kraju zabytkowym wyposażeniem, do którego zaliczają się m.in. zabytkowe organy oraz jeden z nielicznych zachowanych w kraju średniowiecznych drewnianych krucyfiksów z wyobrażeniami św. Jana i Najśw. Marii Panny.


Patrycja i Kuba (niestety tyłem) i Droga Krzyżowa na klasztornym dziedzińcu.


Całkiem spory radomski rynek, z prawej ratusz. Z pomnikiem legionisty widocznym z lewej strony zdjęcia związana jest anegdota. Otóż kiedy wybierano projekt, komisja nie mogła się zdecydować i w końcu wybór pozostawiono Piłsudskiemu. Marszałek odrzucił wszystkie projekty, w zamian zaś wyciągnął zrobioną przez żołnierza-artystę w okopach drewnianą figurkę kolegi. Dzięki temu, że zarówno rzeźbiarz, jak i model zginęli, figurka mogła być wykorzystana jako projekt pomnika.


Radomski dworzec kolejowy, pochodzący jeszcze z czasów Drogi Żelaznej Warszawsko-Wiedeńskiej. Radomianie na niego narzekają, osobiście uważam,że jest nawet niczego sobie. Dwa przykłady zła wcielonego :) (z jednego widać tylko tył) czyhają przed nim na pasażerów.

Historia miasta – wbrew temu, co możnaby sądzić – jest wyjątkowo bogata. To na radomskim zamku podpisano słynną konstytucję “Nihil novi”, czyli “Żeby nie było niczego”, o której uczymy się z podręczników historii i nie tylko (wzorował się na niej pewien białostocki polityk). Tutaj też odbył się słynny hołd pruski, podczas którego nastąpiło ostateczne rozwiązanie kwestii państwa krzyżackiego.
Mało kto wie też, że przez dwa lata Radom był de facto stolicą Polski. Tylko powszechnym pośród historyków chamstwem i kieleckim spiskiem da się wytłumaczyć nieobecność tego ważnego faktu w jakimkolwiek polskim podręczniku historii. Otóż to tu na czas przebudowy Wawelu przeniosła się królowa Bona, a wraz z nią – dwór i ośrodek decyzyjny. Co z tego, że nie było żadnego oficjalnego przeniesienia stolicy? Nie było go też, gdy król Zygmunt III Naczynie Stołowe przenosił stolicę do pewnego miasteczka na W. Właściwie Kraków aż do rozbiorów był oficjalnie stolicą państwa polskiego.
Poza tym widziałem tam dość specyficzną atrakcję turystyczną. Wiele jest miejsc na świecie, gdzie kradnie się radia samochodowe, ale tylko w Radomiu ostrzega przed tym specjalny znak drogowy. Nie mam niestety zdjęcia. Znak przedstawia samochód z wybitą szybą i złodzieja uciekającego z radiem. Idea godna naśladowania – znam wiele miejsc, gdzie taki znak powinien stanąć :)
Corocznie odbywają się w Radomiu na lotnisku Sadków słynne w całej Polsce pokazy Air Show. Miarą ich popularności niech będzie fakt uruchomienia specjalnych pociągów dowożących widzów bezpośrednio na lotnisko. Składały się z czterosekcyjnych piętrusów i były wypełnione po dach, a nie jest to łatwe.
Reasumując, Radomiowi brakuje nie atrakcji turystycznych czy potencjału inwestycyjnego, ale reklamy.
Patrzyłem też, jak Kuba gra w grę podobną do Counter-Strike’a (War Rock?). Mnie też pozwolił pograć. Na koncie kolegi ;)
Do domu pojechałem pociągiem pośpiesznym “Bolko”. Podróż przebiegła bez zakłóceń.

A teraz coś dla miłośników komunikacji, czyli galeria radomskich autobusów:


Typowy radomski słupek przystankowy.



Pierwszy autobus. którym jechaliśmy (MAN NG272), od zewnątrz i wewnątrz. Na drugim zdjęciu Kuba :)


Solaris Urbino 12, wersja na ropę…


…i na gaz.


MAN po raz kolejny. To chyba najbardziej rozpowszechnione w Radomiu autobusy.


18-metrowy Neoplan.