Wyjechałem do UK. Nie, nie do roboty ![]()
Wracam za dwa tygodnie.
Archiwum z lipiec, 2007
Wyjechanym
24 lipiec 2007Trochę żartów…
22 lipiec 2007Kto nie ma szczęścia w kartach – ten nie ma pieniędzy na miłość!
Nie pij gdy prowadzisz! Za dużo się wylewa…
Kac morderca …nie zna serca…
Niedaleko pada Polak od jabola.
Znacie to spojrzenie, które rzuca wam kobieta, kiedy ma ochotę na seks? …Ja też nie.
Mężczyznę można “wykastrować” jednym zdaniem: Wolę, abyś był moim przyjacielem niż kochankiem.
Kobiety umieją udawać orgazmy. Za to mężczyźni potrafią udawać całe związki.
Lepiej nie odzywać się wcale i tylko wydawać się głupim, niż odezwać się i rozwiać wszelkie wątpliwości – Mark Twain.
Do upartych ludzi nic nie przemówi … to tak jakby przekonywać papieża, że Boga nie ma.
Nie bierz życia na serio – i tak nie wyjdziesz z niego żywy …
Mężczyźni powinni kobietom jak najczęściej mówić komplementy. Kosztują o wiele mniej niż kwiaty, a sprawiają im tę samą przyjemność.
Gdy kobiety poddają się samokrytyce, znajdują w sobie wspaniałe wady.
Adam – pierwszy pantoflarz, a zarazem szczęśliwiec, który nie miał teściowej.
“A z pocałunkeim to jeszcze poczekamy” – powiedział królewicz schodząc ze śpiącej królewny.
Szczyt bezpłodności: 30 lat stosunków z ZSRR.
Szczyt roztargnienia: Założyć hełm na lewą stronę.
Szczyt cierpliwości: Puścić pawia przez słomkę.
Szczyt odwagi: Zjechać z dziesiątego pietra gołą d**ą na brzytwie i jajami hamować na zakrętach.
Szczyt ignorancji: Prezerwatywy robione na drutach.
Szczyt nieufności: Wwiercić się w rurociąg Przyjaźni i patrzeć, w którą stronę ropa płynie.
Szczyt siły: Tak ścisnąć złotówkę, żeby się orzełek zes**ł.
Szczyt elegancji: Wyskoczyć z okna na ostatnim piętrze, a widząc w locie sąsiadkę poprawić krawat.
Szczyt sadyzmu: Przestraszyć strusia na betonie.
Szczyt masochizmu: Zjechać gołą d**ą po nieheblowanej desce do wanny pełnej spirytusu.
Szczyt skąpstwa: Znaleźć plaster na odciski i kupić sobie buty o numer mniejsze.
Szczyt bezczelności: Zapytać się powodzianina: – Jak się panu powodzi? Czy się panu nie przelewa?
Szczyt lenistwa: Położyć się na dziewczynie i czekać na trzęsienie ziemi.
Szczyt siły przepony: Tak dmuchać baranowi w tyłek żeby mu się rogi wyprostowały.
Szczyt bezrobocia: Pajęczyna między nogami prostytutki.
Szczyt hałasu: Dwa kościotrupy pier*.* się na blaszanym dachu.
Szczyt wytrzymałości: Wsadzić ch… w kontakt i czekać aż sie jaja zaświecą.
Szczyt dyskomfortu psychicznego: Lecieć samolotem obok pasażera czytającego Koran.
Szczyt głupoty: Kupić portfel za ostatnie pieniądze.
Szczyt grzeczności: Wyskoczyć z okna zamykając je za sobą.
Szczyt suszy: Kiedy drzewa chodzą za psami.
Szczyt rasizmu: Pić whisky Black & White w dwóch oddzielnych szklankach.
Szczyt marzeń Polaków lat 70-tych: Wdowa po Jaroszewiczu mówi do żony konającego Jabłońskiego, ze Gierek zginął, jadąc na pogrzeb Breżniewa.
Szczyt patologii ideologicznej: Członek z ramienia wysunięty na czoło.
Szczyt perswazji: wytłumaczyć kobiecie, ze najlepszy jest mały i miękki bo nie gniecie.
Szczyt odwagi: Przejść się w turbanie po Manhattanie.
Szczyt celności: Zes… się w stringi.
Szczyt bólu: Zgwałcić jeża w ulu.
Szczyt szczytów: G… na Mont Everest.
Szczyt ironii losu: Umrzeć z pragnienia na pustyni mając wodę w kolanach.
Szczyt techniki: Żreć trociny i s**ć deskami.
Szczyt złośliwości: Zepchnąć teściową ze schodów i zapytać “dokąd się mamusia tak spieszy?”.
Szczyt chamstwa: Narobić komuś na wycieraczkę, zapukać i poprosić o papier, a potem powiedzieć, że szorstki.
Szczyt ciemnoty: Zapalić jedną zapałkę, a potem drugą, aby zobaczyć, czy ta pierwsza się pali.
Szczyt fantazji: Położyć się w kałuży, wsadzić pióro w tyłek i udawać żaglówkę.
Szczyt miłości: Wylizać p***ę do kości.
Szczyt optymizmu: Dwaj homoseksualiści kupujący wózek dziecięcy.
Szczyt pecha: Przepłynąć całe morze i utonąć trzy metry od brzegu.
Szczyt pijaństwa: Spić tak ślimaka, żeby do domu nie trafił.
Szczyt szybkości: Wystawić d… przez okno na dziesiątym piętrze i zbiec na dół tak szybko, żeby ją jeszcze tam zobaczyć.
Szczyt pornografii: Fidel jedzący banana.
Szczyt zręczności: W rękawicy bokserskiej chwycić komara za lewe jajo.
- Do czego strzela żołnierz?
- Żołnierz strzela do ostatniego naboju.
- Ilolita jest lufa?
- Lufa jest jednolita.
- Od kiedy żołnierz może używać broni?
- Od wtedy, gdy Bronia skończy 16 lat.
- Co żołnierz je?
- Żołnierz je obrońca ojczyzny.
- Po co żołnierz ma płaszcz?
- Po kolana.
- Co ma żołnierz pod łóżkiem?
- Posprzątać.
- A co ma żołnierz w szafce?
- Porządek.
- Co żołnierz ma w spodniach?
- Żołnierz ma w spodniach chodzić.
- Co powinien zrobić żołnierz, będąc w składzie amunicji, kiedy wybuchnie pożar?
- Powinien wylecieć w powietrze!
- Czym żołnierz myje zęby?
- Żołnierz myje zęby czym prędzej.
Szeregowemu Kowalskiemu zmarła matka. Kapitan zleca kapralowi, by w jakiś delikatny sposób przekazał smutną wieść żołnierzowi. Kapral robi zbiórkę plutonu. – Szeregowi, którym zmarła matka… trzy kroki wystąp! Wystąpiło kilku. – Szeregowy Kowalski, dwa dni paki za niewykonanie rozkazu!
Na zajęciach z balistyki major oblicza wartość sinusa kąta nachylenia działa, otrzymując 2.5. Zaintrygowany szeregowy protestuje – major po krótkim namyśle odpowiada: – Sinus kąta w warunkach bojowych osiąga wyższe wartości!
Komisja wojskowa.
- Do you speak English?
- Hee?
- Następny! Do you speak English?
- Hee?
- Następny! Do you speak English?
- Yes, I do!
- Hee?
Komisja poborowa. Chłopak z trudem odczytuje z tablicy największą literę. Lekarz decyduje:
- Zdolny do walki z czołgami.
Komisja wojskowa.
- Widzicie tę literę?
Kandydat mruży oczy, wytęża wzrok.
- Nie…
- A tę?
Kandydat po raz drugi mruży oczy.
- Nie…
- A widzicie w ogóle jakąś tablicę?
Kandydat patrzy z całej siły.
- Nie…
- I bardzo dobrze, nic tam nie ma! Zdolny!
- Z czego zrobiona jest lufa karabinu?
- Ze stali.
- Dobrze. A z czego zrobiony jest zamek karabinu?
- Też ze stali.
- Źle.
- Dlaczego źle?
- Spójrzcie sami, szeregowy, co tu w książce napisali: “Zamek zrobiony jest z tego samego materiału”.
Odbywa się szkolenie. Kaprala daje komendę:
- Maski założyć!
- Maski zdjąć!
- Maski założyć!
- Maski zdjąć! Kowalski, dlaczego nie zdjąłeś maski?
- Zdjąłem, obywatelu kapralu!
- Ale morda…
Żołnierz będąc na przepustce odwiedza dziewczynę.
- A może bym ci powiedział dobry dowcip?
- Dobrze. Ale obiecaj, że jeśli będzie jakieś brzydkie słowo, to zamiast niego powiesz: “bum”.
- Bum, bum, bum, bum, bum…
Pulkownik do majora:
- Jutro o 9:00 nastąpi zaćmienie Słońca, co nie zdarza się każdego dnia. Niech wszyscy żołnierze wyjdą na plac ćwiczeń, będę im udzielał wyjaśnień. W razie deszczu, ponieważ i tak nic nic nie będzie widać, proszę zebrać ludzi w sali gimnastycznej.
Major do kapitana:
- Na rozkaz pułkownika jutro o godzinie 9:00 rano odbędzie się uroczyste zaćmienie Słońca. Jeśli zajdzie konieczność deszczu, pan pułkownik wyda w sali gimnastycznej oddzielny rozkaz, co nie zdarza się każdego dnia.
Kapitan do porucznika:
- Na rozkaz pułkownika jutro o 9:00 nastąpi zaćmienie Słońca. W razie deszczu zaćmienie odbędzie się w sali gimnastycznej, co nie zdarza się każdego dnia.
Porucznik do sierżanta:
- Jutro o 9:00 pułkownik zaćmi Słońce na sali gimnastycznej, co nie zdarza się każdego dnia.
Sierżant do kaprala:
- Jutro o 9:00 nastąpi zaćmienie pułkownika z powodu Słońca. Jeżeli na sali gimnastycznej będzie padał deszcz, co nie zdarza się każdego dnia, zebrać wszystkich na plac ćwiczeń.
Dwaj szeregowi pomiędzy sobą:
- Zdaje się, ze jutro będzie padał deszcz. Słońce zaćmi pułkownika na sali gimnastycznej. Nie wiadomo dlaczego nie zdarza się to każdego dnia…
- Szeregowy! Czy wy jesteście w wojsku szczęśliwi?
- Tak jest!
- A co będziecie robić w cywilu?
- Będę jeszcze bardziej szczęśliwy!
Gdy świat przestanie się zbroić,
A w wojsku zabraknie etatów,
Armaty oddamy do hut,
A trepów do domu wariatów.
Był rok 1943. Spory konwój przemierzał wody północnego Atlantyku w drodze do Murmańska. Była jasna, księżycowa noc. Na mostku polskiego statku, kapitan wzywa bosmana i rzecze:
- Widzicie, bosmanie, ten ląd trzy mile na prawej burcie? Właśnie U-boot wystrzelił torpedę. Idziemy w ciasnym szyku bez możliwości manewru. Według moich obliczeń, torpeda ta trafi nas za pięć minut. Zejdźcie do załogi i przygotujcie marynarzy do opuszczenia statku. Nie ma dla nas ratunku.
Bosman, nie dyskutując, czym prędzej ruszył w głąb parowca by wykonać rozkaz. Ale że był osobnikiem nie pozbawionym humoru, a przy tym chłop jak niedźwiedź, postanowił obrócić całą sprawę w żart. Wszedł do pomieszczeń załogi, zebrał marynarzy i rzecze:
- Widzicie, chłopcy, ten stołek tutaj? Jak zaraz pier***nę w niego, to cały statek w drebiezgi pójdzie!!!
Marynarze, acz doskonale wiedzieli o mitycznej wręcz sile bosmana, tym razem wybuchnęli śmiechem, kiwając głowami z niedowierzaniem. Rozeźlił się bosman okrutnie i jak nie wrzaśnie:
- To się załóżcie, gnojki jedne, jak żeście tacy pewni, a w międzyczasie zakładać kamizelki ratunkowe.
Rozweseleni marynarze zaczęli zbierać pulę zakładu, zakładając przy okazji kapoki. Bosman odczekał chwilę, spojrzał na zegarek, zamachnął się z całej siły, walnął i ŁUP!!! Statek poszedł w drzazgi!
Po kilku minutach, już w wodzie, podpływa do bosmana kapitan, cały szary z przerażenia. – Na Boga, bosmanie, co się stało? Torpeda minęła statek za rufą!!!
Kółeczko 13-16.07.2007 – relacja
17 lipiec 2007W piątek 13 lipca postanowiłem wyruszyć na kółeczko. Nie przejmowałem się datą, bo od dziecka nie byłem przesądny. Od czego zacząć? Ano, trzeba kupić bilet turystyczny na 1 klasę (80 zł). Wprawdzie pierwotnie plan zakładał wyruszenie o 21.58 pociągiem do Słupska, ale ja wolałem zyskać 4 godziny zwiedzania Poznania, a do pociągu wsiąść dopiero o 00.28. I tak też się stało…

“Mind the Gap” po polsku. Gdyby we Wrocławiu wprowadzono tabor “EW” (bez schodków pod dzwiami), pasażerowie musieliby pokonywać półmetrowy stopień… A “Mind the Gap” to słynny zwrot z londyńskiego metra, znaczący dosłownie “Uważaj na odstęp” – chodzi o odstęp pomiędzy drzwiami i krawędzią peronową.

Pośpieszny “Gorzowiak” ładuje się z hukiem i szumem na tor przy peronie… cholera, zapomniałem ;>
I wtedy doświadczyłem po raz pierwszy luksusu pierwszej klasy. Rozkładane siedzenia, możliwość wygodnego rozparcia się, wygoda, luksus… ogólnie Elegancja-Francja
.
Oto i jestem w Poznaniu:

Dworzec w Poznaniu.

Mój pociąg widoczny z Mostu Dworcowego.
A co robiłem w Poznaniu? Głupie pytanie. Jaka jest pierwsza rzecz, którą należy zwiedzić w mieście, do którego się przyjeżdża? Oczywiście, miejski system komunikacyjny! A w Poznaniu jest co zwiedzać…

Siemens Combino (“combinerki”) nadjeżdża na przystanek, na którym się znajduję.
Oczywiście, nie mogłem przepuścić trasie Poznańskiego Szybkiego Tramwaju, która kończy się na pętli Jana III Sobieskiego. Faktycznie szybki, cholernik, jest… Takie niskobudżetowe metro. Błyskawicznie łączy centrum miasta z odległymi osiedlami.

Już inne combinerki na pętki Jana III Sobieskiego.

Tatra RT6N1 insajd, czyli wewśrodku.
Przejechałem się Siemensem Combino, Tatrą RT6N1, Konstalem 105Na (takim zwyczajnym…), “Helmutem” (niemieckim GT6) oraz “Holendrem” (3G), czyli praktycznie wszystkimi rodzajami tramwajów jeżdżących po Poznaniu.
W miarę, jak tramwaje jeździły coraz rzadziej, postanowiłem zobaczyć też inne zakamarki Poznania…

Centrum handlowe “Stary Browar”.
…a na kańcu dworzec ![]()

SA132 do Wągrowca czeka na sygnał do odjazdu.
Wreszcie przyszła godzina 00.28 i podjechał pociąg do Łeby, którym miałem pojechać do Słupska. Niestety, był on dość zatłoczony (dobrze, że miałem bilet na 1 klasę), a towarzystwo w przedziale było palące, a właściwie kopcące jak kominy. Niestety, było to jedyne wolne miejsce… Zabezpieczyłem więc plecak (linką do roweru) i zasnąłem snem sprawiedliwego, w czym duża zasługa dwóch “Żubrów”. I spałem do Słupska…

Już w Słupsku, mój pociąg zaraz odjedzie.


“Droga dla niepełnosprawnych” przegrodzona szlabanem. Ciekawe, ilu niepełnosprawnych inwalidów posłało do tej pory pod adresem PKP “bukiet serdecznych życzeń”

Szybki Kibel Miejski za chwilę ulotni się do Gdańska.
Pora na mały spacerek po Słupsku. Ostatni raz byłem w tym mieście w 1994 roku, jako kilkulatek. Było jednak wcześnie rano, więc mój organizm znajdował się na granicy utraty zdolności funkcjonowania. Sam budynek dworca wydawał mi się niezwykle nowoczesny. Ten wyjazd pozwolił mi zweryfikować moje wyobrażenia o tym miejscu – budynek dworca, ukończony w 1991 roku, ma już swoje lata i niestety widać po nim niezbyt wielką dbałość o niego. Np. poczekalnia, która znajdowała się na piętrze, została wynajęta na park rozrywki dla dzieci. A szkoda, bo był z niej ładny widok na tory… W samym mieście zlikwidowano trolejbusy, zastępując je autobusami.

Zdjęcie wykonano 14.07.2007, 06.00. Słupsk o tej porze jest jeszcze wczorajszy

Jedyny tramwaj w Słupsku. Niejeżdżący i przerobiony na kafeję.

Zanim ludzie się obudzą, w Słupsku rządzą mewy.

Baszta Czarownic. Służy tym samym celom, co podobny eksperyment architektoniczny we Wrocławiu, na pl. Nankiera – jako galeria sztuki.

Czas wracać. Dworzec PKP w Słupsku od frontu.

Pociąg osobowy do Szczecinka przez Miastko. Co oni tak zdrabniają?
Tymczasem przyjechał mój pociąg – pośp. “Gryf” Szczecin Główny – Suwałki. Oczywiście zabrałem się 1. klasą ![]()
Najważniejsze obiekty, których nie zdjąłem na jego trasie, to:
- Most Lisewski na Wiśle w Tczewie, zawierający wiele oryginalnych rozwiązań konstrukcyjnych,
- zamek w Malborku, który widać z pociągu rewelacyjnie (przejeżdża się koło niego).

Stacja w Tczewie, przejście nadziemne. Jedyne w swoim rodzaju
W Tczewie złapaliśmy 15 minut opóźnienia, oczekując na skomunikowanie z dwoma opóźnionymi pociągami. Niestety, wlokło się ono za nami do końca. A nawet rosło, gdyż linia Olsztyn – Korsze – Ełk jest jednotorowa i opóźnienie rozwalało nam mijanki. Z tego powodu złapaliśmy jeszcze 15 minut w Czerwonce i następne 15 minut w Tołkinach, gdzie planowo się nie zatrzymywaliśmy.

Olsztyn Główny, pociąg do… nie wiem, dokąd

Korsze, zmiana lokomotywy. Spalinówki niestety nie uwieczniłem.
Zaczynają się Mazury – Kraina Tysiąca Jezior, Jeziorek, Bajor, Stawów, Stawików, Oczek Wodnych i Kałuż.

Potwierdzenie tej tezy.


Jezioro w Giżycku. Dużo żaglówek na nim było.

Jakby ktoś miał wątpliwości, co to za miejsce…
W końcu dojechałem do Ełku. Kupiłem bułki w piekarni przy dworcu i szybko z powrotem, bo mi pociąg powrotny ucieknie…

Ełk, dworzec PKP. Zwraca uwagę charakterystyczny napis “PKPE”.

Szynobus do Olsztyna. Niestety, ze względu na przejście podziemne, niemożliwym było wykonanie lepszego zdjęcia.
Zapakowałem się do szynobusu SA106-007, widocznego na zdjęciu, po czym ruszyliśmy. Nawet nieźle się jechało, z dużym przyspieszeniem i szybko.

Mijanka z innym SA106 w Orzyszu. Doczepianie wagonów do szynobusów to w warmińsko-mazurskiem i kujawsko-pomorskiem to dość powszednia praktyka.

Jeden z mniejszych zbiorników wodnych na Mazurach

Stacja Mikołajki. Tu szynobusik zaczął się wypełniać podróżnymi, którzy zazwyczaj przejeżdżali 20-30 kilometrów do kolejnego jeziora, często z rowerami.

W niewielu miejscach w Polsce napowietrzna kolejowa łączność teletechniczna miała szansę przetrwać na tyle długo, aby doczekać się betonowych słupów. Na większości linii zniknęła jeszcze mając słupy drewniane. Ale Mazury to inny świat…

Szynobus odpoczywa już w Olsztynie.
Na stacji Olsztyn Główny spotkałem dwie byłe koleżanki ze szkoły, które z trudem próbowały zapanować nad stadem powierzonych im pod opiekę dzieciaków. Były zmordowane, wracały bowiem z pola Bitwy pod Grunwaldem i ze zlotu, gdzie przez tydzień lało. Okazało się, że jechaliśmy tym samym pociągiem, choć w różnych wagonach. Pomogłem im załadować się do pociągu (poszło błyskawicznie) i wrzucić bagaże na górną półkę. One jechały częścią do Wrocławia, ja do Lublina (pociąg rozłączano w Iławie Głównej). Przeszedłem więc do części lubelskiej, żegnając się z nimi wylewnie. Tradycyjne dwa Żubry pomogły mi zapaść w głęboki sen jeszcze przed Iławą. Spałoby mi się dobrze, gdyby nie to, że kontrolowano mi bilet co godzinę…

Już w Lublinie, lokomotywa ciągnąca mój pociąg manewruje do lokomotywowni.


Dworzec w Lublinie, wyremontowany hol.
W Lublinie po raz pierwszy w życiu zetknąłem się z ekstremistycznymi, “moherowymi” poglądami. Mianowicie siedzący koło mnie i oczekujący na trolejbus dziadek i babcia (na oko po 70 lat) rozmawiali głośno o tym, jak to źli liberałowie i Żydzi zniszczyli nasz kraj i jak to kaczory robią z tym porządek. Pasażerowie zaczęli się od nich dyskretnie odsuwać… Ciekawe, czemu ludzi o takich poglądach spotkałem akurat w Lublinie?
Ostrzegano mnie, że na Lubelszczyźnie nie brakuje busów. Faktycznie, wystarczy wyjść z dworca, żeby się na nie nadziać…


Pierwsze lubelskie busy, jakie zobaczyłem.
Na szczęście Lublin jest także dużym węzłem kolejowym. I ma trolejbusy, których nie spotyka się we Wrocławiu, Warszawie czy na Górnym Śląsku. Oto dwa z nich, oczekujące na rozpoczęcie pracy:

Pierwsze trolejbusy, jakie spotkałem w Lublinie.

Jeszcze jeden trolejbus, tym razem fotka marniejszej jakości.
Lublin jest bardzo ładnym miastem, tylko trochę zaniedbanym. Na starówce jest dużo sypiących się kamienic.

Lubelski Plac Wolności.

Fontanna działająca na guzik
. Kozioł jest w herbie Lublina. Maskotką Lublina jest Koziutek (Ziutek to potoczna nazwa lubelskiego zabytkowego trolejbusu).

Całkiem przyjemny placyk na Starym Mieście.

Takoż
. Taki widok wpadł mi w oko przy zejściu z mostu łączącego Stare Miasto z Zamkiem. Zamku nie zdjąłem – był pod słońce.
Komunikacja w Lublinie jest urządzona w sposób jedyny w swoim rodzaju. Liczba podmiejskich połączeń kolejowych i autobusowych jest niewielka i korzysta z niej mała liczba osób (z dalekobieżnymi jest lepiej). Natomiast prym wiodą tam BUSY.
Czekając na autobus, przeżyłem nie lada szok. W pewnym momencie w wyraźnie niecnych zamiarach na przystanek podjechał bus. Gdy zbliżył się na kilka metrów, okazało się, że za jego szybą leży dykta z numerem jednej z linii miejskich. Stanął, a pasażerowie czekający na autobus miejski najnormalniej w świecie wsiadali do środka, dając kierowcy po złotówce. Po chwili bus odjechał, a ja zostałem na przystanku ze szczęką na ziemi. Byłem tak zaskoczony, że zapomniałem zdjąć to niezwykłe zjawisko!
Potem, uważnie studiując rozkład jazdy, przekonałem się, że niektóre kursy są oznaczone “realizowany przez komunikację prywatną”. I to są właśnie takie busy, jeżdżące po zwykłych liniach miejskich i wożące pasażerów po złotówce (zwykły bilet ulgowy kosztuje 1,30 zł).

Dworce w Lublinie (oprócz kolejowego): autobusowy…

…i busowe: Ruska Skarpa (to takie tandetnie przyklejone to są rozkłady jazdy)…

…i Nadstawna. On jest stosunkowo najbardziej cywilizowany z nich wszystkich, są tu ławki i wiaty.
Ponieważ nie było niczego innego, do Zamościa musiałem wybrać się busem. Uznałem, że trzeba poznawać ciekawostki zwiedzanych regionów, a busy się do nich zaliczają
. Toteż bez żalu zapakowałem się do “SuperTransa”. Bus był bez klimy i bez otwieranych okien, więc był piekarnikiem na kółkach. A raczej byłby, gdyby nie klapa w dachu, która w stopniu wystarczającym wpuszczała powietrze. Nie potrafiła ona jednak zaradzić ciasnocie. Przede wszystkim we wnętrzu było niezwykle nisko, a szerokość siedzenia była zdecydowanie za mała w stosunku do mojej wielkiej d…y, nie wspominając o miejscu na nogi… Poza tym lubelskie drogi to łata na łacie i łatą pogania, więc wszyscy pasażerowie podskakiwali pod sufit. W Zamościu zaś dworzec kolejowy był po przeciwnej stronie miasta niż parking dla busów (wyglądający zdecydowanie mniej profesjonalnie niż ten na Nadstawnej w Lublinie), co stało się przyczyną pewnego przykrego wydarzenia. Ale po kolei…
W miejscu, gdzie parkują busy, Zamość wygląda jak skrzyżowanie blokowiska z osiedlem willowym. Dopiero zbliżywszy się do starówki, odkrywamy piękno tego niezwykłego miasta. Polecam. Naprawdę szczęka opada!

Potężne mury obronne Zamościa.

Kościół przy wejściu na zamojską starówkę.

Rynek w Zamościu. Szczęka opada!

Piękne kamieniczki na zamojskim rynku.

Trwa kompleksowa restauracja zamojskiej starówki. Kto dał na to kasę?

Oczywiście, Nasza Kochana Dojna Krowa, czyli Unia Europejska
Po kompleksowym zdjęciu starówki udałem się w kierunku dworca kolejowego. Niestety, zmyliłem drogę…

Siedziba Zakładu Linii Kolejowych w Zamościu. Se gmaszysko walnęli

Myślałem, że stacje benzynowe z takim znaczkiem dawno wymarły…

Widok na zamojską stację od strony przejazdu kolejowego. Na powiększeniu wyraźnie widać podniesiony semafor i ludzi wsiadających do pociągu. Ja też tam powinienem być

Pociąg mi zwiał, ale ja jeszcze dla porządku zdjąłem stację.
Ponieważ następny pociąg z Zamościa był dopiero po 16, uznałem, że trzeba wrócić jakimś innym środkiem transportu do najbliższego cywilizowanego miejsca. Niestety, oznaczało to powrót busem do Lublina
. Jeszcze raz więc podskoki pod sufit, wytłuczony tyłek, gniecenie d..y na za ciasnym dla niej miejscu…
Z Lublina mogłem niestety wrócić tylko z przesiadką: najpierw do Krakowa bądź Katowic, potem do Wrocławia “Przemyślaninem” na 3 w nocy… Cóż, trudno, jakoś się dojedzie…

Przed lubelskim dworcem… “Bez nóg”?
Do Krakowa w straszliwym skwarze dojechałem pośpiesznym “Długosz”, który do długich nie należał (część krakowska – 4 wagony).

Pociąg “Długosz” w Krakowie Głównym.
Na koniec zaś ruszyłem na zwiedzanie Krakowa i na “Żubry” ![]()

Tego pana chyba nie trzeba przedstawiać… Krakowski Barbakan.

Stary dworzec i nowa Galeria Krakowska.
W końcu walnąłem dwa “Żubry”, zapakowałem się w “Przemyślanina” i o 03.00 byłem we Wrocławiu, gdzie przewiozłem się komunikacją nocną do domu, wziąłem prysznic i poszedłem spać. Spałem do 11.
I To By Było Na Tyle.
WestExpress
10 lipiec 2007Autobus szynowy – foto
7 lipiec 2007Dla wszystkich, co szukają zdjęć szynobusów i których wciąż znajduję w statsach bloga, jest niniejsza instrukcja:
- Odpalić kompa z netem.
- Wejść na TWB – fotogalerię transportową.
- W polu “Rail Operators” po lewej wybrać “Polskie Koleje Państwowe” (widać będzie tylko “Polskie Koleje”). Wygląda to tak:

- Klikamy bądź to w pasku z lewej, wypełnionym różnymi tajemniczymi skrótami, bądź to pośród fotek na cokolwiek zaczynającego się od “SA”. Dla przykładu tu mamy galerię zdjęć SA106.
Mam nadzieję, że to komuś choć trochę pomogło w znalezieniu odpowiedniej fotki.
Dziekanka
7 lipiec 2007Stało się. Oblałem. Mam przekroczony deficyt punktowy, czyli dopuszczalna liczba przedmiotów oblanych. Ale polibuda przygotowała wyjście awaryjne – “dziekankę”, czyli urlop dziekański. Rozwiązanie bardzo wygodne (normalnie powtarzając kurs trzeba płacić za powtórkę, za dziekankę nie trzeba), możliwe jednak tylko dwa razy w ciągu pięciu lat studiów. Wpakowałem się w nią w zasadzie na własną prośbę, z lenistwa i zaniedbania. Ale trudno, stało się, to się nie odstanie, trzeba wyciągnąć wnioski na przyszłość, żyć dalej i nie załamywać się.
Serwer Westsidersów wciąż nie żyje. Reinstalacja dysku trwa.
W związku z formalnościami termin “kółeczka” przesuwa się o dwa tygodnie naprzód.
O k…wa, co to jest?
5 lipiec 2007Ostrzeżenie: Nie oglądać przy dzieciach. Zawiera bluzgi.
Mam tutaj koło. Koło jest okrągłe…
3 lipiec 2007Wakacje nadciągają. A w wakacje każdy miłośnik kolei jeździ po kraju. Kupuje bilet turystyczny (ważny na wszystkie pociągi osobowe i pospieszne od 18.00 w piątek do 06.00 we wtorek, 60 zł 2 klasa, 80 zł 1 klasa), odpala Hafasa i szuka połączeń z uwzględnieniem mapy sieci kolejowej (powered by Iwan), tak, by obejmowała najciekawsze linie kolejowe, których jeszcze nie widział. Nazywa się to w slangu “kółeczkowaniem” (a każdą podróż “kółeczkiem” od kształtu linii na mapie).
Postanowiłem także zrobić sobie wycieczkę. Oto jej plan:
| Od | godzina | - | godzina | Do | Relacja pociągu |
| Wrocław Główny | 21:58 | - | 05:27 | Słupsk | Wrocław Główny – Łeba |
| Słupsk | 08:40 | - | 16:14 | Ełk | Szczecin Główny – Suwałki |
| Ełk | 17:30 | - | 20:50 | Olsztyn Główny | Ełk – Olsztyn Główny |
| Olsztyn Główny | 22:42 | - | 05:55 | Lublin | Ełk – Lublin |
| Busem z Lublina do Zamościa (nie ma niczego innego) | |||||
| Zamość | 10:28 | - | 15:07 | Rzeszów | Zamość – Rzeszów |
| Rzeszów | 15:30 | - | 17:27 | Jasło | Rzeszów – Jasło |
| Jasło | 18:22 | - | 21:40 | Kraków Płaszów | Zagórz – Gdynia Główna Osob. |
| Kraków Płaszów | 21:52 | - | 03:00 | Wrocław Główny | Przemyśl Główny – Świnoujście |
Koszty:
bilet turystyczny 1kl (80 zł)
bus Lublin – Zamość (10 zł)
razem 90 zł
w razie jazdy na turystycznym 2kl 70 zł
Dojazdy z Choszczna (dla kol. Kamila):
| Od | godzina | - | godzina | Do | Relacja pociągu |
| Choszczno | 05:22 | - | 05:48 | Stargard Szczeciński | Lublin – Świnoujście |
| Stargard Szczeciński | 05:59 | - | 08:38 | Słupsk | Szczecin Główny – Suwałki |
| Wrocław Główny | 03:20 | - | 07:41 | Choszczno | Przemyśl Główny – Świnoujście |
Koszt dodatkowy: bilet Poznań Główny – Choszczno, ulga 37%, 19,53
Suma: 119,53 (99,53)
Niech godziny nikogo nie dziwią. Miłośnik kolei powinien być raczej rannym ptaszkiem niż nocnym Markiem









